GRUPA SPOTKANIOWA SPR

Należymy do:

"Półprawdy" i "mity" o sytuacji osób LGBT? Czyżby?

Tomasz Pietryga (fot. gremimedia.pl)
Tomasz Pietryga (fot. gremimedia.pl)

 

Przemysław Szczepłocki

 

Minęła doba od czwartkowej prezentacji „piątki na rzecz osób LGBT” przez Roberta Biedronia, Gabrielę Morawską-Stanecką i Sylwię Spurek, a na stronie www.rp.pl pojawił się głos, że „Biedroń buduje debatę na półprawdach”. Głos nie byle kogo, bo w powyższy sposób swoją opinię o propozycjach Wiosny zatytułował Tomasz Pietryga, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”.

Tytułem wyjaśnienia: autor niniejszego tekstu nie jest członkiem Wiosny, ani nawet zwolennikiem czy sympatykiem tej partii. Autor niniejszego tekstu jest natomiast prawnikiem oraz gejem i zna sytuację prawną osób LGBTQ w swoim państwie. Niniejszy tekst nie jest głosem w obronie Wiosny ani R. Biedronia, jest natomiast głosem za postulatami, które dot. osób LGBTQ; to, że w ostatnich dnia zgłosiła je Wiosna, nie ma znaczenia, albowiem nie są one nowe i były podnoszone wcześniej – niektóre już wiele lat temu. Niespełnione nawet w ułamku pozostają aktualne do dziś – podobnie jak konieczność konsekwentnego tłumaczenia jak wygląda sytuacja prawna osób LGBTQ w Polsce i dlaczego wymaga ona zmiany.

Na początku wypada wskazać, że przywołany wyżej Tomasz Pietryga jest nie tylko zastępcą redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej": na http://law4growth.com można znaleźć informację, że T. Pietryga to również komentator, publicysta, reaktor prowadzący program #RzeczoPrawie w Rzeczpospolita TV. Laureat "Złotej Wagi" 2018, przyznawanej przez Naczelną Radę Adwokacką Absolwent Wydziału Prawa i Administracji UJ.

Przypomnieć również trzeba, że 21 marca br., krótko po 12:00, przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, na konferencji prasowej Wiosna przedstawiła pięć propozycji dot. osób LGBT. Były to:

1) wprowadzenie równości małżeńskiej,

2) wprowadzenie związków partnerskich,

3) ochrona przed mową nienawiści i przestępstwami z nienawiści,

4) edukacja antydyskryminacyjna i seksualna,

5) uzgodnienie płci.

Opinia T. Pietrygi dot. propozycji Wiosny została opublikowana 22 marca br. o 15:47 pod adresem https://www.rp.pl/Opinie/303229896-Tomasz-Pietryga-Biedron-buduje-debate-na-polprawdach.html.

Po porównaniu przytoczonej wyżej "piątki dla LGBT" z tekstem "Biedroń buduje debatę na półprawdach" okazuje się, że T. Pietryga ułożył własną "piątkę dla LGBT", w tym:

  • przerobił postulat "ochrona przed mową nienawiści i przestępstwami z nienawiści" na "wprowadzenie do kodeksu karnego przepisu umożliwiającego ściganie z urzędu za atak ws. orientacji seksualnej" (co miało oznaczać sformułowanie atak ws. orientacji seksualnej – można się tylko domyślać),  
  • pominął kwestię edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej,
  • przerobił postulat "uzgodnienie płci" na "uzgodnienie płci przez osoby LGBT" (jak doszło do powiązania uzgodnienia płci z osobami LGB – nie wiadomo, ale budzi to wątpliwości, czy T. Pietryga wie, co znaczą określenia "uzgodnienie płci" oraz "osoby LGBT"),
  • umieścił – obok równości małżeńskiej i związków partnerskich – postulaty "uregulowanie kwestii dziedziczenia i dostępu do informacji w szpitalach o partnerach". 

Ta ostatnia kwestia jest to o tyle istotna, że postulatowi "dostępu do informacji w szpitalach o partnerach" T. Pietryga poświęcił cały akapit swojego tekstu (i to pierwszy, w którym rozprawia się z postulatami Wiosny) – dowodząc, jak chybiony to postulat, nazywając go "mitycznym problemem" i używając na potwierdzenie swojej tezy, jakoby postulaty Wiosny "opierały się w sporej części na dyskryminacyjnych półprawdach i mitach, które aktywiści środowisk LGBT powtarzają wbrew faktom od lat". Problem w tym, że takiego postulatu Wiosna nie zgłosiła. Na konferencji prasowej 21 marca br. słowem nie wspomniano o "dostępie do informacji w szpitalach o partnerach" ani o szpitalach czy służbie zdrowia jako takiej (postulat taki nie pojawił się też wcześniej, tj. przed prezentacją "piątki dla LGBT", w programie Wiosny ani w broszurze "UMOWA BIEDRONIA Nowa Umowa dla Polski", dostępnej na stronie internetowej Wiosny). Może to tylko pomyłka, niezamierzone przeinaczenie albo skutek przeoczenia, ale można odnieść wrażenie, że do zdyskredytowania postulatów Wiosny jako "mitów" i "półprawd" użyto fikcyjnego postulatu.

Kolejna sprawa to "podnoszenie do rangi dyskryminacyjnego problemu kwestii ograniczeń w dziedziczeniu", co w ocenie T. Pietrygi jest "przesadzone". Na poparcie tej oceny T. Pietryga wskazuje, że obecnie "par homoseksualnych" (prawdopodobnie chodzi o pary osób tej samej płci) dotyczy w zakresie dziedziczenia "to samo prawo", które dotyczy konkubinatów, czyli "co najmniej kilka milionów osób", a zatem przyznawanie "parom LGBT" (prawdopodobnie ponownie chodzi o pary osób tej samej płci) czegoś więcej, niż mają konkubinaty, byłoby "uprzywilejowaniem". W domyśle: byłoby to niezasadne. Z tym – niedługim przecież – fragmentem wywodu T. Pietrygi – problemów jest szereg.

Po pierwsze: zaczyna się on od opinii ("przesadzone"). Wygląda zatem na to, że na poparcie swojej generalnej opinii o "półprawdach" i "mitach" T. Pietryga używa … innej swojej opinii. W ten sposób można "uzasadnić" i "udowodnić" wszystko.

Po drugie: "prawo", które w zakresie dziedziczenia ma zastosowanie do konkubinatów, to "prawo" do sporządzenia testamentu, nie zaś ustawowe przepisy, które zadziałają także wtedy, gdy testamentu nie sporządzono (te przepisy powodują m.in., że małżonkowie dziedziczą po sobie bez konieczności sporządzenia testamentu). Częścią tego "prawa" jest też podatek od spadków i darowizn (m.in. małżonkom dziedziczącym po sobie przysługuje zwolnienie od tego podatku), a także zachowek, czyli – w uproszczeniu – część spadku, którym nie można rozporządzić testamentem.

Po trzecie: pary osób różnej płci mają dziś wybór – konkubinat albo małżeństwo. Pary osób tej samej płci nie mają wyboru – są konkubinatami. "Uprzywilejowane" są pary osób różnej płci – bo mają wybór i możliwość zawarcia związku cieszącego się wsparciem i ochroną państwa. Wprowadzenie równości małżeńskiej nie będzie "uprzywilejowaniem" kogokolwiek – będzie likwidacją "uprzywilejowania" istniejącego obecnie. Niby jest to oczywiste i zrozumiałe, ale wywód T. Pietrygi, w którym punktem odniesienia dla sytuacji par osób tej samej płci są konkubinaty, a nie małżeństwa, jest tak skonstruowany, żeby sprawiać wrażenie, że teza o "uprzywilejowaniu" jest sensowna. Dzięki tej odwróconej optyce nie pojawia się kwestia wyrównania praw – bo sprawę przedstawiono tak, żeby wydawało się, że pary osób tej samej płci mają dostać więcej, niżby im się należało.

Następna teza T. Pietrygi jest kontynuacją poprzedniej: "prawo cywilne pozwala kształtować relacje majątkowe między partnerami tej samej płci". T. Pietryga przywołuje na potwierdzenie tego wspomnianą wcześniej sytuację konkubinatów i zasad dotyczących dziedziczenia, a dodaje do tego "zasady związane ze wspólnym nabywaniem majątku" i darowiznami. Całość podsumowuje retorycznym pytaniem o sens tworzenia "ekstrarozwiązań" dla "tych grup" (prawdopodobnie znów chodzi o pary osób tej samej płci). Idąc tropem podsuniętym przez T. Pietrygę powinno się postulować likwidację małżeństwa jako (najwyraźniej) zbędnego: skoro prawo cywilne "pozwala kształtować relacje majątkowe między partnerami tej samej płci", to bez wątpienia pozwala je kształtować także między partnerami różnej płci, ergo przynajmniej przepisy o ustrojach majątkowych małżeńskich z kodeksu rodzinnego i opiekuńczego są od ręki do uchylenia. Oczami wyobraźni widzę, jak miliony małżeństw w Polsce z dnia na dzień przestawiają się z wspólności majątkowej na to, co T. Pietryga sugeruje parom osób tej samej płci, włącznie z ustanawianiem współwłasności każdej kupowanej rzeczy: od mieszkania przez meble, laptopa, telefon oraz sprzęt AGD i RTV, aż po firanki w oknach, obrus na stole i jedzenie w lodówce. Wszyscy z radością przyjmą mitręgę rejestrowania, kto za co oraz ile zapłacił, a także ustalania, ile druga osoba musi oddać, żeby udział w każdej kupionej rzeczy był równy. Odkładając żarty na bok: próby symulowania wspólności majątkowej poprzez np. współwłasność, spółki, fundacje i na inne sposoby są po prostu nieżyciowe; to rozwiązania czysto akademickie i teoretyczne, które – ze względu na liczbę czynności prawnych, które są zawierane – nie mają praktycznego zastosowania. Mówiąc prościej: ludzie (nie tylko małżeństwa) m.in. za dużo kupują i dostają, żeby "propozycja" T. Pietrygi (a mówimy przecież tylko o jej jednym wycinku) miała szansę na wykorzystanie.

Clou problemu z tą częścią wywodu T. Pietrygi jest co innego: takie odniesienie się do postulatu Wiosny, aby powstało wrażenie, że chodzi w nim coś innego niż równość, żeby zamiast hasła "równość" pojawiło się wrażenie mu przeciwne – tworzenia nierównowagi, wymyślania dla osób LGBTQ czegoś dodatkowego, przyznawania osobom LGBTQ czegoś ponad to, co mają inne osoby w ich sytuacji. Przy dziedziczeniu wyrównanie praw T. Pietryga nazwał "uprzywilejowaniem" tych, którzy dziś są defaworyzowani. Przy kwestiach majątkowych T. Pietryga próbuje dać do zrozumienia, że chodzi o nienależne i niezasłużone "ekstrarozwiązania" – podczas gdy chodzi przecież o rozciągnięcie rozwiązania istniejącego, tj. małżeństwa, na pary osób tej samej płci.

Wywody dotyczące kwestii majątkowych T. Pietryga kończy dość przewrotnym pytaniem "czy na pewno środowisko LGBT tego [tj. równości małżeńskiej] chce, skoro wiele rozwiązań podatkowych czy związanych z podziałem majątku po rozstaniu wydaje się znacznie korzystniejszych, elastyczniejszych niż te odnoszące się do małżeństw". Można na to pytanie – nieco naiwnie – odpowiedzieć: skoro małżeństwo jest takie "złe" w zakresie "rozwiązań podatkowych" (ważna uwaga dla wszystkich małżeństw: wspólne opodatkowanie PIT jest niekorzystne, proszę go nie używać!), skoro można "elastyczniej" podzielić majątek po rozstaniu, to czemu tyle osób decyduje się na małżeństwo? To efekt ignorancji czy masochizmu? I skąd w opinii o rzekomych "półprawdach" i "mitach" w postulatach Wiosny rozważania o tym, że małżeństwo wcale nie jest korzystne dla "środowiska LGBT"? Zamiast dowodów na potwierdzenie zarzutu "budowania debaty na półprawdach" T. Pietryga oferuje swoje przemyślenia o rzekomej niekorzystności małżeństwa i przekonuje, że lepiej od osób LGBT wie, co dla nich dobre (nie małżeństwo). To kolejny moment, w którym tekst T. Pietrygi odwraca sytuację z "piątką dla LGBT": już nie tezą o "uprzywilejowaniu" ani "ekstrarozwiązaniach", ale zniechęcając do małżeństwa. Przepisów nie trzeba ani nie należy zmieniać, bo dla osób LGBT i par osób tej samej płci jest lepiej tak, jak jest teraz – zdaje się pisać zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej". Ponownie: ani słowa o tym, że w propozycji Wiosny chodzi o wyrównanie praw, o umożliwienie zawarcia małżeństwa tym parom osób tej samej płci, które tego chcą. Bo też – skoro małżeństwo jest tak niekorzystne, jak próbuje je przedstawić T. Pietryga - co światlejsze osoby dostrzegą to i po prostu nie skorzystają z możliwości zawarcia takiego fatalnego związku, prawda?

Trudno też nie zauważyć, że postulat równości małżeńskiej został sprowadzony do wybranych kwestii majątkowych: dziedziczenia, ustroju majątkowego, darowizn, podziału majątku przy rozstaniu. Są to bez wątpienia kwestie ważne, stanowiące znaczną część ekonomicznego fundamentu związku – ale nie są to wszystkie aspekty związku dwóch osób (małżeńskiego ani partnerskiego) ani aspekty najważniejsze. Związek to nie tylko prawa – to także obowiązki oraz kwestia godności osób, które tworzą związek, szacunku ze strony otoczenia, społeczeństwa oraz państwa dla tych osób i łączącej je więzi. Szkoda, że T. Pietryga pominął je w swoim tekście – choć wybrzmiały one m.in. podczas konferencji prasowej przed Pałacem Prezydenckim – i nie wskazał, jakie "mity" i "półprawdy" kryją się wśród nich.

Ostatnia część tekstu T. Pietrygi poświęcona jest trzeciemu postulatowi z "piątki LGBT"(postulaty 4 i 5 z "piątki" nie zostały omówione przez T. Pietrygę), tj. ochronie przed mową nienawiści i przestępstwami z nienawiści. "Piątka" jest wprawdzie adresowana do osób LGBT, ale T. Pietryga nie wspomina o tożsamości płciowej i skupia się na orientacji seksualnej.

Propozycję Wiosny punktuje w znany już sposób: zmiana w kodeksie karnym to "specprzepisy" (odmiana "ekstrarozwiązań"?); najwyraźniej słowa S. Spurek, która na konferencji prasowej 21 marca przypomniała o art. 119, 256 i 257 kk (chronią przed hate crimes i hate speech ze względu na przynależność rasową, etniczną, narodową, religijną i bezwyznaniowość), trafiły w próżnię.

Dla przypomnienia: przepisy, które zakazywały publicznego lżenia, wyszydzania lub poniżania grupy ludności albo poszczególnych osób z powodu ich przynależności narodowościowej, etnicznej lub rasowej obowiązywały w Polsce od 01 stycznia 1970 roku, ich zakres zmienił się, w tym ochroną objęto grupy wyznaniowe i osoby niewierzące, w kodeksie karnym z 1997 roku. Czego dotyczy postulat Wiosny? Dalszego rozszerzenia ochrony, którą dziś zapewniają art. 119, 256 i 257 kk – tym razem przez dopisanie w tych przepisach orientacji seksualnej i tożsamości płciowej. Nie są to zresztą postulaty nowe – projekty zmiany kodeksu karnego w tym zakresie składano w sejmie w 2011 (SLD), 2012 (osobne projekty SLD, RP i PO), 2014 (SLD), 2016 (.N) i 2018 roku (ponownie .N). T. Pietryga jakby o tym nie wiedział.

"Specprzepisy" to jednak tylko wstęp, bo T. Pietryga stwierdza, że "każda osoba poszkodowana może zgłosić przestępstwo i domagać się ścigania sprawy od prokuratury, która zresztą jest zobligowana do ścigania z urzędu przestępstw z nienawiści". Co jest nie tak z tym zdaniem? Przede wszystkim to, że najpierw coś (czyjeś zachowanie) musi być przestępstwem, żeby prokuratura się tym zajęła. A tak się składa, że przestępstwa z nienawiści wymierzone w osoby LGBT w polskim kodeksie karnym nie występują – ww. przepisy (ani żadne inne) o nich nie mówią. Czy to zresztą nie dziwne, że w jednym zdaniu T. Pietryga pisze, że w postulacie Wiosny chodzi o "specprzepisy", które dopiero mają się pojawić w kodeksie karnym, a już w następnym zdaniu daje do zrozumienia, że takie przepisy w ww. kodeksie są? Skoro są – o co chodzi Wiośnie?

Kolejny argument – "poszkodowani bez względu na orientację seksualną mają takie same prawo wystąpienia na drogę cywilną, aby domagać się odszkodowania od sprawcy i żadnych ograniczeń dla żadnej grupy tu nie ma" – trudno traktować inaczej niż wypełniacz w niespecjalnie długim tekście T. Pietrygi. Co ma bowiem roszczenie odszkodowawcze do ochrony przed przestępstwami? Po stwierdzeniu, że te dwie rzeczy to różne i osobne zagadnienia, pozostaje tylko snucie domysłów, czemu T. Pietryga pisze o rzeczach, które nie mają związku z tematem jego wypowiedzi. Dla zaciemnienia obrazu sprawy? Dla – po raz kolejny – próby wywołania wrażenia, że postulaty Wiosny są nie-wiadomo-po-co, bo wszystko już w przepisach jest, a zmiany są zbędne i byłby faworyzowaniem osób LGBTQ?

Na koniec w tekście T. Pietrygi wraca argument "tworzenia specjalnych przepisów". Jak wskazano wyżej, "specjalne" przepisy istnieją co najmniej od 49 lat i chronią wybrane grupy społeczne – rasowe, etniczne, narodowe (a od 1998 roku także wyznaniowe). Twierdząc, że postulat ochrony przed mową nienawiści i przestępstwami z nienawiści ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową "trąci absurdem" – oraz używając na potwierdzenie tego absurdalnej "propozycji" objęcia ochroną górników, kolejarzy i hutników – T. Pietryga milczy o ochronie, z której korzystają np. mniejszość żydowska, ukraińska, osoby pochodzenia azjatyckiego czy afrykańskiego. Milczy tylko przez chwilę, bo zaraz sięga do statystyk. Znów zupełnie zasadnie można mieć wrażenie dysonansu poznawczego: dopiero co autor wyśmiewał "specjalne przepisy dla jednej grupy, które obejmowałyby ją szczególną ochroną", a już dostarcza dowodów, że taka ochrona istnieje i jest potrzebna. Są to jednak dowody szczególne i statystyki niezwykłe, bo oto okazuje się, że T. Pietryga posiada dostęp do danych o przestępczości, której w Polsce nie ma, czyli "przestępstw z nienawiści motywowanych orientacją seksualną i tożsamością płciową". To, że Policja i prokuratura nie gromadzą danych nt. takiej przestępczości, bo w kodeksie karnym nie ma takich przestępstw, najwyraźniej w niczym nie przeszkadza: T. Pietryga potrafi podać precyzyjną liczbę postępowań w sprawach, których nie ma, ale które pojawią się, jeśli postulat Wiosny zostanie wprowadzony, a które jednocześnie od dawna są. Czy ktoś potrafi za tym nadążyć?

Dla uporządkowania i wyjaśnienia:

  • w kodeksie karnym są przestępstwa motywowane uprzedzeniami/nienawiścią na tle przynależności rasowej, etnicznej, narodowej, wyznaniowej i bezwyznaniowości, tj. art. 119, 256 i 257 kk (są ponadto art. 118 i 118a kk, które również mówią o przestępstwach motywowanych uprzedzeniami/nienawiścią),
  • w kodeksie karnym nie ma przestępstw motywowanych uprzedzeniami/nienawiścią na tle orientacji seksualnej ani tożsamości płciowej, a podejmowane od 2011 roku próby zmiany art. 119, 256 i 257 kk, polegające na dopisaniu w nich m.in. orientacji seksualnej i tożsamości płciowej, nie powiodły się,
  • Policja i resort sprawiedliwości gromadzą dane nt. m.in. liczby wszczętych postępowań i liczby stwierdzonych przestępstw odnośnie do art. 256 i 257 kk,
  • Policja ani resort sprawiedliwości nie gromadzą danych nt. wszczętych postępowań ani stwierdzonych przestępstw odnośnie do zachowań, które w Polsce nie są przestępstwami,
  • pomimo wieloletnich apeli i sugestii organizacji LGBTQ, aby w postępowaniach, w których pokrzywdzoną jest osoba LGBTQ (np. ws. o pobicie czy groźby), Policja, prokuratura i sądy badały, czy motywacja sprawcy była homofobiczna, nie dzieje się tak prawie nigdy; ma to dwie przyczyny, które można uznać za dwie wymówki polskiego wymiaru sprawiedliwości, aby nie badać rozmiarów i zakresu homofobii: rzekomą ochronę danych wrażliwych osób pokrzywdzonych oraz brak interesu w ustaleniu, z jakiej motywacji działał sprawca (np. tzw. naruszenie nietykalności cielesnej osoby LGBTQ spowodowane homofobią będzie w statystyce po prostu przestępstwem z art. 217 kk, które w dodatku jest ścigane z oskarżenia prywatnego, więc Policja nawet nie rozpocznie postępowania i nie ustali, czy sprawca był homofobem czy nie; tymczasem naruszenie nietykalności cielesnej osoby czarnoskórej spowodowane rasizmem jest przestępstwem ściganym z urzędu i zagrożonym karą do 3 lat pozbawienia wolności, więc Policja – chcąc nie chcąc – musi wszcząć postępowanie i je prowadzić).