Należymy do:

Prokuratura przeciwko LGBTQ?

fot. Fotorzepa, Marian Zubrzycki
fot. Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Po styczniowym piśmie Roberta Hernanda, Z-cy Prokuratora Generalnego, media ogłosiły, że pod lupą śledczych znajdą się jednopłciowe małżeństwa, które chcą odnotować zawarcie związku w polskich aktach stanu cywilnego. Padło hasło "czarna lista" par homo, pojawiły się skojarzenia z akcją "Hiacynt", zrobiło się ponuro.

Czyżby po "dobrej zmianie" prokuratura stała się homofobiczna?

 

- Przemek Szczepłocki -

Odpowiedź zależy od oceny sytuacji po wyborach do sejmu i senatu z 2015 roku oraz przed nimi. Czy po przejęciu kontroli nad prokuraturą przez Zbigniewa Ziobrę i jego nominatów faktycznie nastąpiła w niej  "dobra zmiana" – dobra dla homofobów, a zła dla osób LGBTQ? Na początek warto przyjrzeć się pismu prok. R. Hernanda oraz komunikatowi, który przy tej okazji wydała Prokuratura Generalna.

 

Pismo i komunikat PG

 

Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, pismo zastępcy Z. Ziobry, skierowane 18 stycznia do prokuratur regionalnych, nie idzie tak daleko jak towarzyszący mu komunikat, wywieszony na stronie PG.

Pismo liczy 11 stron, z czego dziesięć pierwszych zajmują wywody sądów dot. różnopłciowości małżeństwa w Polsce – co było i nadal jest przyczyną m.in. odmowy odnotowania w aktach stanu cywilnego, że ktoś zawarł w innym państwie małżeństwo z osobą tej samej płci (takie przeniesienie zagranicznego dokumentu stanu cywilnego do polskiego rejestru nazywa się transkrypcją). Obszerne przytoczenie orzecznictwa sprawia wrażenie, że autor pisma nie tylko chciał powiadomić swoich podwładnych i podwładne, że są wyroki w ww. sprawach (do tego wystarczyłoby wskazanie sygnatur wyroków, sądów, które je wydały i – ewentualnie – miejsca publikacji), ale wręcz podsunąć im pod nos gotowe argumenty przeciw temu, aby dochodziło do transkrypcji małżeństw jednopłciowych. Szykując argumentację najwyraźniej nie grymaszono, bo pismo powołuje się m.in. na wyroki nieprawomocne i wydane przez sądy rejonowe – trochę jakby za wszelką cenę chciano pokazać, że orzecznictwo jest nie tylko jednolite (rzeczywiście jest), ale i obszerne (to już kwestia dyskusyjna). Clou pisma to zawarte na jego ostatniej stronie prośby:

  • "o wykorzystanie wskazanych poglądów w bieżącej praktyce, w tym przypadkach uzyskania informacji o toczących się aktualnie postępowaniach w przedmiocie wpisania do polskich ksiąg stanu cywilnego zagranicznego aktu małżeństwa zawartego przez osoby tej samej płci (…) albo postępowania o wydanie zaświadczenia o stanie cywilnym na wniosek osób, które zawarły małżeństwo z osobą tej samej płci za granicą",
  • o zgłaszanie przez prokuraturę udziału w "toczących się postępowaniach przed sądami powszechnymi w opisanym zakresie" (tj. w ww. zakresie),
  • "o przedstawienie Departamentowi Postępowania Sądowego Prokuratury Krajowej informacji o poczynionych ustaleniach i podjętych działaniach do dnia 1 czerwca 2017 r."

Z pisma wynika zatem tylko tyle, że prokuratura – jeśli posłyszy o próbie transkrypcji jednopłciowego małżeństwa – ma wykorzystać argumentację z pisma, by jej zapobiec (nie wskazano, jak ma to nastąpić – przypuszczalnie przez udział prokuratora w postępowaniu administracyjnym dot. transkrypcji). A jeśli po odmowie transkrypcji ktoś zwróci się do sądu – prokuratura ma wziąć udział w postępowaniu sądowym (w domyśle: broniąc odmowy transkrypcji).

Znacznie więcej wynika (dla prokuratury) z komunikatu na stronie PG; stwierdzono w nim bowiem, że "prokurator Robert Hernand przypomniał wszystkim prokuratorom o konieczności uzyskania informacji o toczących się aktualnie postępowaniach w przedmiocie wpisania do polskich ksiąg stanu cywilnego zagranicznego aktu małżeństwa zawartego przez osoby tej samej płci. (…) Prokuratorzy będą także ustalali, ile aktualnie toczy się postępowań o wydanie zaświadczenia o stanie cywilnym na wniosek osób, które zawarły małżeństwo z osobą tej samej płci za granicą. (…) Po uzyskaniu takich informacji prokuratorzy będą zgłaszali swój udział w takich postępowaniach". Oznacza to, że prokuratura ma sama gromadzić informacje o toczących się postępowaniach, a nie tylko reagować w przypadku, gdy o takim postępowaniu się dowie.

Czy prokuratury będą działać w myśl pisma prok. R. Hernanda czy w myśl komunikatu o tym piśmie – nie sposób przewidzieć.

 

O co w tym wszystkim chodzi?

 

To chyba najważniejsze pytanie. Transkrypcja małżeństwa jednopłciowego niczego nie zmienia – w Polsce zawarcie takiego związku nie powoduje skutków prawnych, a odnotowanie tej okoliczności w aktach stanu cywilnego miałoby jedynie charakter symboliczny. Miałoby, bo – wg dostępnych informacji – żaden USC nie dokonał transkrypcji. Nie wiadomo, ile było wniosków w tym zakresie, ale – biorąc pod uwagę, jak niewiele polsko-polskich i mieszanych par jednopłciowych pobiera się i wraca do Polski – zainteresowanie odnotowaniem tego przez USC nie może być duże. Także spraw sądowych – tak bogato zrelacjonowanych przez prok. R. Hernanda – było niewiele. Do tego dochodzą odmowy transkrypcji przez USC i orzeczenia sądów, które potwierdzają zasadność odmów. Skoro system jest tak szczelny i tak dobrze broni się przed zakusami bardzo nielicznych osób zainteresowanych transkrypcją – czego w tym wszystkim szuka prokuratura?

Wyjaśnienia można szukać w nastawieniu aktualnie rządzących do osób LGBTQ – nastawieniu jednoznacznie niechętnym, a momentami otwarcie wrogim. Nawet po dymisji Aleksandra Stępkowskiego prominentne stanowiska w rządzie zajmują ludzie, którzy mają na koncie homofobiczne zachowania – jak Jerzy Szmit (podsekretarz stanu w MIiB), Beata Kempa (szefowa KPRM), Elżbieta Witek (minister-członek RM), Patryk Jaki (sekretarz stanu w MS), Bartosz Kownacki (sekretarz stanu w MON) czy Jarosław Gowin (minister NiSW). Skoro tacy ludzie rządzą Polską, to może homofobiczny klimat pojawił się także w prokuraturze, a pismo prok. R. Hernanda ma pokazać osobom LGBTQ, że – próbując zaznaczyć w polskich dokumentach, że zawarły małżeństwo, którego Polska nie uznaje – są na celowniku władzy? Wymowa całej sprawy jest taka, że osoby te próbują obejść prawo, trochę jak przestępcy – bo przecież to przestępcami, a nie uczciwymi ludźmi, interesuje się prokuratura. Niestety nie tylko w tym przypadku działanie prokuratury jest wymierzone w osoby LGBTQ.

W postępowaniu wykroczeniowym dotyczącym "drukarza z Łodzi" – po interwencji Z. Ziobry – prokuratura zaczęła bronić "wolności myśli, przekonań i poglądów" oraz "wolności sumienia" pracownika drukarni. Okazało się zatem, że homofobia to światopogląd i kwestia sumienia wymagająca szczególnej, prokuratorskiej obrony.

W sprawie Paula Camerona przeciw SPR i innym (w tym autorowi niniejszego tekstu), choć to sprawa cywilna, a P. Cameron ma profesjonalnego pełnomocnika procesowego (adw. Jerzego Kwaśniewskiego, prezesa "Ordo Iuris"), prokurator włączył się do postępowania. W myśl kodeksu postępowania cywilnego oznacza to, że jego udziału wymagała "ochrona praworządności, praw obywateli lub interesu społecznego". Co ciekawe, w tym przypadku prokuratura nie broni "wolności myśli, przekonań i poglądów" pozwanych trzech osób LGBTQ, tylko stanęła po przeciwnej stronie.

 

"Dobra zmiana" w prokuraturze

 

Prokuratura nigdy nie była obrończynią osób LGBTQ. Zawiadomienia o homofobicznych zachowaniach nie wywoływały skutków: odmowy wszczęcia postępowania oraz umorzenia postępowań były regułą. W 2008 roku prokuratura zatwierdziła odmowę wszczęcia dochodzenia ws. gróźb wobec osób odwiedzających toruński klub LGBTQ (skierowane do tych osób słowa "To by dostał w łeb ode mnie. Za takie sceny. Przecież tego nie powinno być, nie? To bym ich ścigał. By się paczkę zebrało i towarzystwo by musiało troszeczkę dostać po czerepie" prokuratura uznała za "niekaralne ostrzeżenie"). W 2010 roku prokuratura nie była zainteresowana ściganiem posła Stanisława Pięty (PiS), który w interpelacji znieważył i pomówił osoby homoseksualne. W 2011 roku prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie homofobicznych i nielegalnie wywieszonych w Warszawie plakatów "ruchu higieny moralnej". W 2014 roku prokuratura umorzyła dochodzenie ws. Magdaleny Żuraw (znanej jako "aniołek Kaczyńskiego"), która na Twitterze proponowała "najlepszą szkocką whisky każdemu, kto podpali komunistyczną tęczę na placu Zbawiciela". W 2015 roku prokuratura umorzyła sprawę rapera Daniela Kiszło dot. homofobicznego utworu "Cwele" (słowa: "To nie uprzedzenie, tylko czysta nienawiść. Nie używam słowa leczyć, preferuję kurwy zabić" okazały się dla prokuratury niewystarczającą podstawą do postawienia zarzutów). Ponadto prokuratura taśmowo odmawiała wszczęcia dochodzenia i umarzała dochodzenia przeciw osobom, które w mediach społecznościowych propagowały homofobię, np. pochwalały przestępstwa wobec osób LGBTQ (w tym przez umieszczenie rysunku przedstawiającego pobicie uczestnika Parady Równości).

 

Zatem czy po wyborach 2015 roku nastąpiła zmiana? Może nadal jest za wcześnie na wyciąganie wniosków, ale wygląda na to, że w prokuraturze przestawiono wajchę – z nieprzychylnej obojętności wobec osób LGBTQ na wrogość wobec nich.