Należymy do:

Poznań, głównie

Subiektywnie i w punktach o sobotnim Marszu Równości w Poznaniu.


- Przemek Szczepłocki -

Czy na jeden dzień stolica Wielkopolski stała się stolicą Polski LGBTQ? A może po prostu Poznań wrócił na swoje miejsce? Co tam się stało w ostatnią sobotę?

  1. Marsz Równości znowu jest. Choć są różne szacunki liczby osób, które wzięły w nim udział (Radio Merkury podało, że 300 osób; Onet.pl, że 450 osób; Grupa Stonewall, że 1000 osób), to nie ma wątpliwości, że lata chude minęły. Poznański Marsz przyciągnął ludzi, znów jest widoczny, znów budzi zainteresowanie.
  2. Dziesięć lat temu Poznań był jednym z symboli walki z homofobiczną władzą. W 2004 roku pisowscy radni Jacek Tomczak (dziś poseł PO) i Przemysław Alexandrowicz powiedzieli na konferencji prasowej: Szczególny niepokój budzi użyty przez organizatorów marszu ogólny zwrot o tzw. orientacji seksualnej. Zwrot ten sugeruje, że chodzić tu może o promowanie takich skłonności, jak pedofilia, zoofilia czy nekrofilia. Rok później prezydent miasta zakazał Marszu, a osobom uczestniczącym w demonstracji, która odbyła się zamiast Marszu, zarzucono, że popełniły wykroczenie. W obronie prawa do zgromadzenia stanęły dopiero sądy – na argumentacji prezydenta i wspierającego go wojewody nie zostawiły suchej nitki. W geście solidarności z Poznaniem w wielu miejscowościach zorganizowano wtedy akcje "Marsz Równości idzie dalej".
  3. Jacek Jaśkowiak, od niespełna jednego roku Prezydent Miasta Poznania, poszedł w Marszu – i to nie na czele, ale jak setki innych osób, czyli w środku. Przemawiając podczas otwarcia Marszu mówił okrągłymi zdaniami, jakby niektóre słowa jeszcze nie chciały przejść mu przez gardło – ale już wie, że można przyjść na wydarzenie LGBTQ, już wie, co należy tam mówić; nie wie jeszcze tylko, jak to zrobić. Za rok gładko mu pójdzie – zwłaszcza, że prasie już powiedział, że jest za związkami partnerskimi. Na razie prezydent Jaśkowiak zrobił coś, czego przez lata nie dokonała prezydent m. st. Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (nie pojawiła się na żadnej Paradzie mimo zaproszeń) ani kojarzony z lewicą Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa (opuścił wszystkie Marsze Tolerancji/Równości).
  4. I jeszcze o przemówieniach (nie tylko na otwarciu Marszu): czy nie można wprowadzić obowiązku wzorowania się na Annie Grodzkiej i Małgorzacie Rawińskiej, tj. mówienia krótko i wyraźnie? Przydługie, nudnawe wystąpienia, do tego wygłaszane przy kiepskim nagłośnieniu, nie cieszą się zainteresowaniem i są słabym punktem otwarcia każdego wydarzenia – zwłaszcza, gdy lista przemawiających jest długa, a rozpoczęcie wydarzenia opóźnia się o 40 minut.
  5. Podczas przystanku Marszu przy Muzeum Narodowym drag queen wyniesiona kilkanaście metrów nad ziemię "wykonała" arię "Sempre libera" z opery "La Traviata" Giuseppe Verdiego (fragment tej samej arii pojawia się w filmie "Priscilla, królowa pustyni"). To ciekawa nowość oraz dowód na to, że nie wszystko jeszcze wymyślono i że nie zawsze musi być tak, jak podczas Parady w Warszawie.
  6. Nie było blokad ani kontrmanifestacji. Marsz wręcz nie wzbudził protestów – poza jednym transparentem "Muzułmanie Was kochają i Was z wieży wyrzucają", z którym kilka osób stanęło na Placu Wolności.
  7. Przyjechali ludzie z całej Polski, w tym z organizacji LGBTQ m.in. z Gdańska (Tolerado), Torunia (SPR) i Warszawy (Lambda Warszawa, Miłość Nie Wyklucza, Replika i Trans-Fuzja). Nie zawiodła ogólnopolska Wiara i Tęcza. Zawsze dobrze spotkać się w większym gronie.
  8. Grupa Stonewall dała radę – nawet bez zewnętrznej "pomocy" w czasie Marszu mogło dojść do problemów. Nic takiego nie nastąpiło. Poza opóźnieniem wymarszu całe wydarzenie przebiegło sprawnie i gładko. Aż trudno uwierzyć, że Grupa Stonewall robiła coś takiego po raz pierwszy.

Dzięki za ten Marsz!