Należymy do:

Jednak konkubinaty jednopłciowe w Polsce?

Podczas sejmowej debaty nad związkami partnerskimi głos zabrał Michał Królikowski -podsekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości. Jak się okazało, mówił jako osoba prywatna, bo w tej sprawie nie mógł reprezentować ani rządu ani ministerstwa. Dużą część swojej wypowiedzi poświęcił "konkubinatom homoseksualnym". SPR zapytało M. Królikowskiego, skąd wziął to pojęcie, skoro Sąd Najwyższy - od 1975 roku - uparcie powtarzał, że konkubinat może być tylko między kobieta i mężczyzną. Odpowiedź jest prosta i zarazem zaskakująca.

M.Królikowski (fot. Piotr Nowak; Fotorzepa)
M.Królikowski (fot. Piotr Nowak; Fotorzepa)

W długim piśmie do M.Królikowskiego SPR pytało o konkubinaty jednopłciowe przypominając:

  • wyrok Sądu Najwyższego z 12 listopada 1975 roku w sprawie V KR 203/75,
  • wyrok Sądu Najwyższego z 31 marca 1988 roku w sprawie I KR 50/88,
  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 11 grudnia 1997 roku w sprawie II AKa 226/97,
  • uchwałę Sądu Najwyższego z 21 maja 2002 roku w sprawie III CZP 26/02,
  • postanowienie Sądu Najwyższego z 07 lipca 2004 roku w sprawie II KK 176/04,
  • wyrok Sądu Najwyższego z 06 grudnia 2007 roku w sprawie IV CSK 301/07,
  • uchwałę Sądu Najwyższego z 20 listopada 2009 roku w sprawie III CZP 99/09.

W każdym z tych orzeczeń wyraźnie wskazywano, że konkubinat to związek osób różnej płci. W w/w wyroku z 2007 roku wprost stwierdzono, że związku osób tej samej płci nie można uznać za konkubinat.

Owszem, 28 listopada 2012 roku Sąd Najwyższy - dość niespodziewanie - orzekł, że osobą faktycznie pozostającą we wspólnym pożyciu z najemcą - w rozumieniu art. 691 § 1 k.c. - jest osoba połączona z najemcą więzią uczuciową, fizyczną i gospodarczą; także osoba tej samej płci (uchwała w sprawie III CZP 65/12). Innymi słowy: na gruncie jednego z kilkudziesięciu przepisów, które dotyczą konkubinatu, związek osób tej samej płci został uznany za konkubinat. Problem w tym, że stało się to dopiero pod koniec 2012 roku i w odniesieniu do zalewie jednego przepisu. Tymczasem M.Królikowski mówił o "konkubinatach homoseksualnych" odnosząc to do projektów ustaw o związkach partnerskich (wskazując, że są one częściowo niepotrzebne - skoro konkubinat dotyczy także par jednopłciowych), które do laski marszałkowskiej złożono wiele miesięcy przed w/w orzeczeniem. O co zatem chodziło M.Królikowskiemu? Co przekonało go, że - mimo ponad 35 lat orzecznictwa - zaczął opowiadać w sejmie o "konkubinatach homoseksualnych"?

Odpowiedź - przygotowana przez sędziego Jana Bołonkowskiego (departament prawa cywilnego ministerstwa sprawiedliwości) - jest prosta i jednoczesnie zaskakująca. Okazało się, że M.Królikowski powiedział to, co powiedział, pod wpływem słynnego wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 02 marca 2010 roku w sprawie Kozak przeciwko Polsce. W sprawie tej - podobnie jak w sprawie rozstrzygniętej przez Sąd Najwyższy w listopadzie zeszłego roku - chodziło o prawo do wstąpienia w stosunek najmu po śmierci najemcy (media relacjonowały to błędnie jako "dziedziczenie" mieszkania). Trybunał uznał wówczas, że Polska łamie Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wartości, bo inaczej traktuje nieformalne związki różnopłciowe (po śmierci najemcy można było wstąpić w jego miejsce, dzięki czemu najmowane mieszkanie nie przepadało) a inaczej - nieformalne związki jednopłciowe (po zmarłym nie miał kto wstąpić w stosunek najmu i mieszkanie przepadało). Jak stwierdzono w piśmie z ministerstwa, wyrok w sprawie Kozak przeciwko Polsce również w perspektywie całego systemu prawa polskiego - daje podstawy do przyjęcia poglądu, iż aktualnie konkubinat rozpoznawany przez prawo jest związkiem nieformalnym dwojga partnerów niezaleznie od ich płci.

Czyżby wszystko dobrze się skończyło?

Nie całkiem.

MS - ws. konkubinatów jednopłciowych.pdf
Adobe Acrobat Document 473.4 KB

Problemów jest kilka.

Po pierwsze - wyrok Trybunału z 2010 roku, podobnie jak zeszłoroczny wyrok Sądu Najwyższego, wcale nie musi mieć zastosowania w perspektywie całego systemu prawa polskiego. Tak się złożyło, że oba orzeczenia dotyczą jednego zagadnienia prawnego - wstępowania w stosunek najmu po śmierci najemcy. Nie jest to sytuacja zbyt częsta. Dużo częściej zastosowanie mają inne przepisy dotyczące konkubinatów, np. uprawniające do odmowy składania zeznań. Na tym tle orzeczeń wskazujących, że konkubinat stanowią także dwie osoby tej samej płci - nie ma. Póki takie orzeczenia się nie pojawią, trwać będą - w najlepszym razie - niepewność i wątpliwości (są przecież jeszcze w/w orzeczenia, które jasno stanowią, właśnie na tle prawa odmowy zeznań, że konkubinat to wyłącznie kobieta i mężczyzna). Wiadomo też, jak wygląda sytuacja z udzielaniem informacji o stanie zdrowia nieprzytomnej osoby, która - zanim straciła przytomność - nie wskazała nikogo jako uprawnionego do otrzymania takich informacji. Ustawowo mają do nich prawo także osoby pozostające we wspólnym pożyciu, czyli w konkubinacie. Czy lekarz lub lekarka uzna lub uwierzy, że nieznana jej osoba, takiej samej płci, jak osoba nieprzytomna, to jej konkubina lub konkubent? Czy lekarka lub lekarz musi znać orzeczenia Trybunału i na tej podstawie rozstrzygać, komu udzielić informacji o stanie zdrowia? Trudno tego oczekiwać, zwłaszcza, że same sądy często nie są zorientowane w tych sprawach.

To właśnie druga przyczyna, dla której sytuacja nie rysuje się tak prosto (ani tak różowo) jak wynika z wypowiedzi M.Królikowskiego w sejmie i z odpowiedzi J.Bołonkowskiego dla SPR. Polskie sądy nie zawsze "są na bieżąco" z orzecznictwem - a tym bardziej z orzecznictwem międzynarodowym. Najlepszym przykładem jest sprawa, w której w zeszłym roku orzekał Sąd Najwyższy. Zanim do niego trafiła, rozpatrywał ją pewien sąd rejonowy. 13 października 2011 roku, czyli półtora roku po orzeczniu Trybunału, które - jak tego chce ministerstwo - zmieniło wszystko w sprawie konkubinatów, sąd rejonowy uznał, że konkubinat to wyłącznie związek kobiety i mężczyzny. Wątpliwości powziął dopiero sąd okręgowy rozpoznający odwołanie w tej sprawie; pod wpływem tych wątpliwości postanowiono zapytać Sąd Najwyższy, a ten przyjął uchwałę jak wyżej. Pokazuje to, że "na dole", w sądach rejonowych, wszystko zostało "po staremu".

Ostatni problem dotyczy samego ministerstwa. W piśmie do SPR stwierdzono, że Polska jest zobowiązana do przestrzegania wyroku Trybunału, za czym wywiedziono, że wyrok ten oddziałuje na cały system prawa polskiego. Na orzeczeniach tego samego Trybunału obecny szef ministerstwa, Jarosław Gowin, nie zostawia jednak suchej nitki. W lutym br. ogłosił, że decyzja Trybunału nakazująca Polsce odtajnienie informacji o więzieniach CIA, zagraża bezpieczeństwu Polski i że musimy przemyśleć dalszą współpracę z Trybunałem. Kiedy w 2009 roku Trybunał przyznał rację Alicji Tysiąc, J.Gowin mówił prasie o "wstrząsie moralnym" i bronił ataków na A.Tysiąc ze strony prawicowych mediów. Z kolei w 2011 roku, kiedy Trybunał uznał odmowę badań prenatalnych za naruszenie w/w Konwencji, J.Gowin powiedział, że to drastyczna ingerencja w wewnętrzne prawodawstwo oraz w moralność, jaką wyznaje większość Polaków. Rozwijając tę myśl J.Gowin powiedział wówczas, że w Europie mamy od dawna do czynienia ze swoistą wojną kultur. Jedna z opcji uważa aborcję za podstawowe prawo człowieka, i drogą wyroków sądowych próbuje narzucać takie regulacje obrońcom godności życia.

Podsumowując: nie wiemy niczego nowego w sprawie konkubinatów. Pytanie do ministerstwa sprawiedliwości zostało wysłane z nadzieją, że resort sprawiedliwości ma lepsze dane i większą wiedzę od naszej, że ujawni nieznane nam orzeczenia lub inne argumenty potwierdzające istnienie konkubinatów jednopłciowych. Zamiast tego okazało się coś innego: spojrzenie na wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zależy wyłącznie od aktualnego interesu politycznego. Te wyroki mogą być "zagrożeniem dla bezpieczeństwa", mogą być "ingerencją w prawodawstwo i moralność", mogą też wywoływać "wstrząsy moralne". Ale jeśli wyroku Trybunału można użyć, żeby sprzeciwić się wprowadzeniu niechcianych (bo "niekonstytucyjnych" etc.) związków partnerskich - nie ma problemu. W ministerstwie jest przynajmniej jeden podsekretarz stanu, który pospieszy wyjaśnić, że istnieją "konkubinaty homoseksualne" i tyle spraw to załatwia, że o związkach partnerskich nie ma co myśleć.