Należymy do:

Polska podpisała konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej

Wczoraj Polska podpisała konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej, sporządzoną w Stambule 11 maja 2011 roku. Premier Donald Tusk zapowiedział na początku lipca br., że konwencja zostanie podpisana "w ciągu trzech tygodni" - od tamtego czasu różne organizacje (w tym SPR) kierowały do kancelarii premiera pytania o termin podpisania. Od połowy kwietnia br. przeciw podpisaniu konwencji wypowiadał się m.in. minister sprawiedliwości, Jarosław Gowin. Ostatecznie 04 grudnia br. rząd postanowił, że konwencja zostanie podpisana i upoważnił do tego Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz, Pełnomocniczkę Rządu ds. Równego Traktowania.

Konwencja Rady Europy o o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej, Stambuł, 11 maja 2011 roku
Konwencja RE o zapobieganiu i zwalczaniu
Adobe Acrobat Document 507.6 KB

Polska jest dwudziestym szóstym krajem, który podpisał konwencję; wcześniej zrobiły to Albania, Austria, Belgia, Czarnogóra, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Islandia, Luksemburg, Malta, Monako, Niemcy, Norwegia, Portugalia, Republika Macedonii, Serbia, Słowacja, Słowenia, Szwecja, Turcja, Ukraina, Wielka Brytania oraz Włochy (bieżący stan mozna sprawdzić na stronie Rady Europy). Podpisanie konwencji nie oznacza, że weszła ona w życie: do tego wymagane jest, aby została ona ratyfikowana przez 10 państw, w tym minimum 8 państw członkowskich Rady Europy. Jak na razie tylko jedno państwo - Turcja - ratyfikowało konwencję. Choć podpisanie konwencji przez dane państwo jest pierwszym krokiem w stronę jej ratyfikacji, to między tymi wydarzeniami może upłynąć kilka lat. A. Kozłowska-Rajewicz oceniła wczoraj, że konwencja zostanie ratyfikowana przez Polskę w ciągu dwóch lat.

Do czasu ratyfikacji konwencji Polska powinna powstrzymać się z podejmowaniem działań sprzecznych z konwencją jak również działań, które mogą utrudnić ratyfikację. Po wejściu w życie, konwencja stanie się w Polsce obowiązującym prawem - w hierarchii źródeł prawa będzie jednak stać wyżej, niż ustawy przyjmowane przez sejm, ustępując jedynie konstytucji. Już z tego względu oświadczenie rządu z 04 grudnia br., że konwencja będzie stosowana oraz interpretowana "zgodnie z zasadami i przepisami" konstytucji jest pozbawione znaczenia. Oświadczenie to jest jedynie pustym gestem, pozbawionym znaczenia prawnego, albowiem treści konwencji nie można modyfikować oświadczeniami - z powyższych względów buńczuczne wypowiedzi tzw. konserwatystów z Platformy Obywatelskiej brzmią co najmniej niepoważnie. Państwa podpisujące konwencję mogą natomiast złożyć zastrzeżenia, którego ograniczają stosowanie konwencji. Dopuszczalny zakres zastrzeżeń określa sama konwencja. Polska złożyła tylko dwa zastrzeżenia: jedno ogranicza odpowiedzialność odszkodowawczą państwa, drugie  wyłącza spod jurysdykcji konwencji niewielką kategorię osób.

Bój o podpisanie konwencji trwał od wiosny br. 15 kwietnia br. Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości, powiedział w wywiadzie dla onet.pl, że celem konwencji jest "promowanie związków homoseksualnych", że "wyraźnie" zobowiązuje ona "do promowania wzorców kwestionujących małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny i do wychowywania dzieci w przekonaniu, że związki homoseksualne są równorzędne ze związkami heteroseksualnymi" oraz że zobowiązałaby ona nasz kraj do "promowania postaw homoseksualnych i aktywnego zwalczania poglądu, że małżeństwo, to jest związek kobiety i mężczyzny". J. Gowin dał też do zrozumienia, że konwencja będzie "przymuszać" Polskę do "promowania homoseksualizmu". Były to oczywiste nieprawdy, wobec czego SPR zaapelowało do ministra, aby wycofał się ze swoich wypowiedzi i porzucił homofobiczną retorykę. Odpowiedzi J. Gowina nie było.

Konwencję krytykował nie tylko J. Gowin ale także episkopat. Tymczasem na początku lipca br., podczas obrad Kongresu Kobiet, premier Donald Tusk zapowiedział, że konwencja zostanie podpisana i że nastąpi to "w ciągu trzech tygodni". Zapowiedź ta nie została spełniona. SPR było jedną z organizacji, które dociekały, czemu konwencja nie została podpisana mimo zapowiedzi premiera; o naszej korespondencji z rzecznikiem rządu i ministerstwem pracy i polityki społecznej można przeczytać tutaj. Przyczyn opóźnienia w podpisaniu konwencji nie znamy do dziś, natomiast wiemy już, jak duże było to opóźnienie: wyniosło aż pięć miesięcy.