Włącz się!

Nie siedź na kanapie, nie czekaj aż inni ludzie zrobią coś za Ciebie.
To zaangażowanie Twoje i dziesiątek ludzi takich jak Ty, może coś zmienić na lepsze. Jeśli masz już dość homofobii. Jeśli chcesz poznać ludzi podobnie myślących. Jeśli po prostu nudzisz się w domu. Dołącz do nas! Napisz do Justyny

Należymy do:

Projekt posła Żalka: popis ignorancji czy złej woli?

Jacek Żalek (fot. sejm.gov.pl)
Jacek Żalek (fot. sejm.gov.pl)

Kilka dni temu Jacek Żalek, poseł PO, ogłosił, że ma projekt ustawy rozwiązującej wszystkie problemy, których dotyczy projekt ustawy o związkach partnerskich jego klubowego kolegi, Artura Dunina. Projektu J. Żalka wprawdzie nie pokazano, ale jego autor uchylił rąbka tajemnicy.

 

Sejmowa strona internetowa informuje, że J. Żalek jest prawnikiem i należy m.in. do komisji ustawodawczej (tej, która projekty ustaw o związkach partnerskich, popierane przez RP i SLD, uznała za „niekonstytucyjne”) oraz komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Już z tych względów od projektu J. Żalka można wymagać pewnego profesjonalizmu. Na razie projektu nie pokazano; poseł ujawnił natomiast w prasie, co będzie w tym projekcie. Poniższa analiza dotyczy zatem nie projektu ale wypowiedzi jego autora opublikowanej tutaj.

Mój projekt nie narusza konstytucji, bo nie wprowadza instytucji paramałżeństwa. (…) Skoncentrowałem się na postulatach, które zgłaszają te środowiska – można je spełnić bez wprowadzania instytucji paramałżeńskiej.

Czytaj: związek partnerski = „paramałżeństwo” = naruszenie konstytucji.

Gdzie w konstytucji zawarto zakaz wprowadzania w Polsce związków partnerskich? Nigdzie. Choć J. Żalek sugeruje, że w art. 18 („Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”) – który nie zabrania ani nie zakazuje związków partnerskich ani nawet nie wprowadza wyłączności ani szczególnego charakteru państwowej ochrony dla małżeństwa. Co nie przeszkadza J. Żalkowi – i innym osobom – wynajdywać w tym przepisie treści, których w nim nie ma. Szkoda, że nie wyczytano z niego całkowitego zakazu palenia na terenie państwa albo zakazu uchwalania złego prawa – zwłaszcza, że obie te rzeczy są szkodliwe dla małżeństwa, rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa. Nie to, co związki partnerskie.

 

Związek partnerski to tak naprawdę zawoalowana próba wprowadzenia paramałżeństwa, czyli de facto tzw. małżeństwa homoseksualnego.

Ta wynikająca z troski o zgodność z konstytucją krytyka projektów ustaw o związkach partnerskich popieranych przez RP, SLD oraz A. Dunina ujawnia homofobię J. Żalka. Poseł nie sili się na subtelności i wali prosto w oczy: małżeństwo zawarte przez osoby tej samej płci to coś innego, niż małżeństwo osób różnej płci. J. Żalek najwyraźniej „nie wie” lub „nie pamięta”, że we wszystkich krajach, w których pary jednopłciowe mogą zawrzeć małżeństwo, niczym nie różni się ono od małżeństw zawieranych przez pary różnopłciowe. Jest to ta sama instytucja prawna regulowana tymi samymi przepisami. Pomysł, żeby utworzyć osobny typ małżeństwa – specjalnie dla par jednopłciowych lub osób homoseksualnych – jest niedorzeczny. Homofobiczną bzdurą jest też użyte przez J.Żalka określenie: „tzw. małżeństwo homoseksualne”. Tak zwane przez kogo? Małżeństwo nie ma przecież orientacji seksualnej – nie jest heteroseksualne, biseksualne ani homoseksualne – orientację seksualną mają ludzie zawierający małżeństwo. I nic J. Żalkowi do tego, jaka jest ta orientacja. Miarą ignorancji lub złej woli J. Żalka jest też stawianie przez niego znaku równości między związkiem partnerskim (abstrahując od jego konstrukcji) a małżeństwem. Nigdzie na świecie te dwie instytucje nie są tożsame – nie byłyby też w Polsce. gdyby w ogóle mówiono o ich wprowadzeniu. Na razie mówią o tym tylko ludzie, którzy są temu przeciwni - i używają tego jako "straszaka".

 

(…) jest alternatywa dla pomysłów, które promują samą instytucję i ideologię związków partnerskich.

Czy instytucja związków partnerskich jest potrzebna do czegoś innego, niż rozwiązanie szeregu problemów prawnych, utrudniających codzienność? Owszem. Jest potrzebna ze względu na ludzką godność. Brak rozwiązania ustawowego to nie tylko poważne utrudnienie w funkcjonowaniu związków jednopłciowych, to także – a może przede wszystkim – przejaw lekceważenia ludzi, którzy zawierają takie związki, przez państwo, jego władze, prawo i społeczeństwo. To sygnał, że takie związki nie zasługują nawet na to, żeby je choćby dostrzegać, żeby miały jakieś konsekwencje – poza sferą osobistą ludzi, którzy są w takich związkach. Obecny stan prawny jest – w rzeczy samej – wiernym odbiciem homofobii społeczeństwa i tworzonej przez nie kultury: nie ma w niej miejsca na osoby nieheteroseksualne, a jeśli już muszą one istnieć, powinny udawać, że ich nie ma. To samo dotyczy ich związków – niech sobie będą, byle ich nie było widać, to „prywatna sprawa”. Bo jak się pojawią, to jest to atak „ideologii”, „promocja” wiadomo czego, podważanie fundamentów społeczeństwa, zamach na rodzinę i małżeństwo, cywilizacja śmierci i temu podobne bzdury. Hipokryzja i histeria tworzą parawan dla homofobii, dla traktowania osób nieheteroseksualnych jako niechcianych, gorszych, szkodliwych. Wprowadzenie związków partnerskich może być ważnym impulsem do zmiany tego podejścia – skoro państwo i prawo nie tylko dostrzegają takie związki i zapewniają im pewną ochronę, to zawierające je osoby nie mogą być całkowicie złe, bezwartościowe i niebezpieczne.

Jest już orzecznictwo, z którego wynika, że w sprawach, które chcę uregulować, nie ma różnicy czy osoby są różnej, czy tej samej płci. Ustawodawca nie będzie rozróżniał, kto pozostaje we wspólnym pożyciu. Używam kategorii "wspólnego pożycia". Ale nie nadaję temu pożyciu małżeńskiego charakteru.

Pierwszy problem z pomysłem J. Żalka jest taki, że wspólne pożycie jest pojęciem znanym polskiemu prawu – i to od bardzo wielu lat. Wspólne pożycie – potocznie nazywane konkubinatem – pojawia się w aż 37 ustawach, m.in. kodeksie cywilnym, kodeksie wykroczeń, kodeksie karnym i kodeksie postępowania karnego, a także w szeregu rozporządzeń. Nie trzeba go zatem wymyślać ani odkrywać na nowo.

Drugi problem jest taki, że – choć żadna ustawa nie wyjaśnia, na czym polega wspólne pożycie – to orzecznictwo i doktryna (przede wszystkim prawa karnego) ustaliły jego zakres pojęciowy: wspólne pożycie to relacja dwóch osób taka, jak w małżeństwie, ale bez „formalnego węzła”. W sumie oznacza to koniec pomysłu J. Żalka: wbrew jego twierdzeniom wspólne pożycie możliwe jest tylko między osobami różnej płci a ponadto ma ono – wbrew życzeniom posła – jak najbardziej małżeński charakter. Sąd Najwyższy wypowiadał się w tym zakresie wielokrotnie – od lat 70-tych XX wieku do czasów obecnych – i w żadnym czasie nie zmienił zdania: wspólne pożycie to nie luźna relacja (za jaką uznano np. narzeczeństwo) ani nieformalny związek osób tej samej płci (niezależnie od tego, jak długo trwał i co łączyło pozostające w nim osoby).

Problem trzeci jest taki, że wspólne pożycie jest tylko stanem faktycznym (a nie prawnym), wobec czego – na potwierdzenie pozostawania z kimś we wspólnym pożyciu – nie dostaje się zaświadczenia czy innego dokumentu. Problem polega zatem na udowodnieniu, że wspólne pożycie ma miejsce. Nieprzypadkowo wspólne pożycie skutkuje obecnie przede wszystkim ograniczeniami i zakazami (np. nie można orzekać w sprawach, w których pozostaje się z jedną ze stron we wspólnym pożyciu – identyczne ograniczenie dotyczy małżeństwa, pokrewieństwa i przysposobienia) natomiast daje niewiele uprawnień. Jeśli zarzucamy – osobie prowadzącej postępowanie, rozstrzygającej sprawę czy wydającej wyrok – stronniczość czy brak obiektywizmu spowodowane tym, że pozostaje ona w stałym pożyciu z jedną ze stron postępowania, to musimy umieć to udowodnić; skoro tak twierdzimy, to obowiązek potwierdzenia wspólnego pożycia (w tym przypadku będącego okolicznością obciążającą) spoczywa na nas. Co jednak zrobić w sytuacji, gdy pozostajemy z inną osobą we wspólnym pożyciu? Czy wystarczy, kiedy się na to powołamy a ta osoba to potwierdzi? Czy potrzebne są inne dowody, np. oświadczenia lub zeznania innych osób? Obecnie, kiedy katalog uprawnień służących osobom pozostającym we wspólnym pożyciu jest skromny, sytuacje, w których trzeba udowodnić taki stan, są rzadkie. Jak ma to jednak wyglądać np. przy dziedziczeniu ustawowym?

Chcę zagwarantować osobom pozostającym we wspólnym pożyciu powszechnie uznane prawa obywatelskie, m.in. prawo dostępu do informacji medycznej, prawo pochówku, prawo odmowy składania zeznań, a także prawo do reprezentowania przed sądem. (…) Inne uprawnienia, jakie otrzymałyby pary niebędące małżeństwami, to (…) prawo wstępowania w stosunek najmu mieszkania po zmarłym. (…) Żalek podkreślił, że np. dostęp do informacji medycznej czy prawo wstępowania w stosunek najmu mieszkania jest zagwarantowane już dzisiaj. - Ale może są jakieś mentalne bariery, więc można by to zapisać w jednym tekście - na zasadzie podkreślenia niekwestionowanych praw obywatelskich, które dotyczą każdego. (…) Żalek chce też, by osoby pozostające we wspólnym pożyciu miały prawo odmowy składania zeznań w postępowaniach karnych, cywilnych, administracyjnych i podatkowych, a także prawo reprezentowania się nawzajem przed sądem. - Ten ostatni postulat może wydawać się nazbyt nowatorski. Jest jednak konsekwencją mojego całościowego poglądu na działanie wymiaru sprawiedliwości. Mówiąc krótko, opowiadam się za zniesieniem przymusu adwokackiego.

  • Prawo dostępu do informacji medycznej mają tylko pacjent lub pacjentka. Inne osoby informuje się wyłącznie za zgodą pacjentki lub pacjenta. Bez tej zgody można jej udzielić tylko wówczas, gdy pacjent lub pacjentka nie mogą zrozumieć informacji lub są osobami nieprzytomnymi. Krąg osób upoważnionych ustawowo do otrzymania informacji w takiej sytuacji jest wąski, ale obejmuje już osoby pozostające we wspólnym pożyciu – pominięte są tylko pary jednopłciowe. Byłoby jednak miło, gdyby J. Żalek poparł zmianę prawa w tym zakresie – skoro w pozostałym zmian nie trzeba już wprowadzać.
  • Prawo odmowy składania zeznań (a także odpowiedzi na konkretne pytania) w postępowaniu karnym, czyli przed Policją, prokuratorem i sądem, już służy osobom pozostającym we wspólnym pożyciu (a także małżonkom i krewnym). W tym zakresie rewolucyjna zmiana proponowana przez J. Żalka jest spóźniona o 42 lata, bo uprawnienie to wprowadził kodeks karny z 1969 roku (wszedł w życie 01 stycznia 1970 roku). Nowością byłoby rozciągnięcie tego uprawnienia na pary jednopłciowe – na marginesie: proponuje to, niejako obok regulacji dotyczących związków partnerskich, projekt A. Dunina. Prawdziwą nowością byłoby natomiast prawo odmowy zeznań w postępowaniach cywilnych, administracyjnych czy podatkowych.
  • Prawo wstąpienia w stosunek najmu po zmarłej osobie, z którą pozostawało się we wspólnym pożyciu, wprowadzono do kodeksu cywilnego w 2001 roku, a pewne podstawy prawne ku temu funkcjonowały od 1994 roku na mocy ustawy o najmie lokali mieszkalnych i dodatkach mieszkaniowych. Jak pokazała m.in. sprawa Kozak przeciwko Polsce, osoby, które były w związku jednopłciowym, nie mogą korzystać z tego uprawnienia.
  • Przymus adwokacki oznacza ustawowy obowiązek wykonania czynności procesowej przez adwokatkę lub adwokata (czasem także radcę prawnego lub radczynię prawną). Dobrym przykładem jest postępowanie kasacyjne przed Sądem Najwyższym: samodzielnie nie można w nim występować, niezbędna jest profesjonalna reprezentacja (zastępstwo procesowe). Ile spraw trafia do Sądu Najwyższego? Mikroskopijna liczba; większość spraw cywilnych i karnych załatwiana jest w postępowaniu przed sądami rejonowymi i okręgowymi, niewiele – główne z uwagi na kaliber sprawy – trafia, po odwołaniu od wyroku I instancji, do sądów apelacyjnych. A w tych sądach przymus adwokacki występuje jedynie w ściśle określonych i bardzo nielicznych sytuacjach. Innymi słowy: przymus adwokacki jest tylko tam, gdzie jest naprawdę potrzebny. W przytłaczającej większości spraw sądowych nie ma przymusu adwokackiego ani radcowskiego – można samodzielnie reprezentować swoje interesy przed niemal każdym sądem i w niemal każdym postępowaniu, można (pod pewnymi warunkami) uzyskać pomoc prawną z urzędu (opłacaną przez państwo), można – dla swojej wygody lub z potrzeby – zatrudnić zastępstwo procesowe, przy czym reprezentować nas w sądzie może dowolna osoba (warunkiem jest umowa zlecenia z osobą, która ma nas reprezentować). Gdzie zatem jest przymus, który chce zlikwidować J. Żalek? Już dziś, bez żadnego trudu, w sądzie mogą nas reprezentować rodzice, dzieci, osoby, z którymi jesteśmy w związku (ale potrzebujemy w/w umowy zlecenia) a także zupełnie obcy ludzie (do czego również potrzeba umowy zlecenia).

 

Reasumując: projekt ustawy J. Żalka, a raczej pomysł na ustawę J. Żalka, to mówienie homofobicznej nieprawdy (związki partnerskie są niepotrzebne, to „ideologia” etc.) połączone ze strzelaniem na ślepo propozycjami zmian – które są niepotrzebne (bo J. Żalek nie zna przepisów) albo są mętne i nie wiadomo, o co J. Żalkowi w nich chodzi. Pozostaje poczekać na zakończenie przygotowań i przedstawienie projektu ustawy – wtedy będzie można ostatecznie ocenić, czy J. Żalek kieruje się tylko homofobią czy także ignorancją.