Należymy do:

Wykluczenie niejedno ma imię. Refleksja o przegiętych chłopakach

Z pewnego profilu na fellow.pl, rubryka "kogo szukam": tylko normalni faceci, przegięte koleżanki mogą sobie darować kontakt. Kryteria poszukiwania partnera dają wgląd w to, co jest dla danej osoby atrakcyjne. Miło przestaje być, kiedy okazuje się, że dają też wgląd w inne rzeczy.

 

Czym właściwie jest przegięcie? Jest na to definicja? Czy są jakieś stopnie wtajemniczenia w byciu przegiętym? Można się tego nauczyć czy człowiek się takim rodzi? I czemu przegięcie budzi tak silne reakcje? Usłyszałem kiedyś komentarz o moim znajomym, przegiętym - w mojej ocenie - umiarkowanie: "toleruję przegięcie tylko do takiego poziomu, jak u niego, dalej to już przesada". Jeśli przegięcie nie jest nabyte, jeśli przegiętym po prostu się jest, to jaki jest sens takiego komentarza? To jakby powiedzieć "takich blondynów jak on jeszcze toleruję, ale jakby miał jaśniejsze włosy, to byłaby już przesada". Co innego upodobania do danego typu mężczyzn, a co innego potępienie i odcinanie się od ludzi tylko dlatego, że są tacy, jacy są.

Czy z przegięcie jest szkodliwe dla kogokolwiek, w tym dla otoczenia? Czy jest wadą, którą należy ukrywać lub próbować korygować? Gdyby faktycznie było, zastrzeżenia co do przegięcia miałyby jakąś podstawę - jak zastrzeżenia wobec papierosów (nie pal przy mnie, hoduj sobie raka na osobności), picia (idź stąd, po alkoholu robisz się agresywny/ponury/chamski), narkotyków (uzależniaj się, jeśli chcesz, innych w to nie mieszaj), zakaźnej choroby (chcesz wszystkich pozarażać?) czy przestępczości. Co ciekawe, palenie, picie i narkotyki budzą bardzo różne reakcje, nie tylko negatywne; spora część ludzi tak się z nimi oswoiła w swoim otoczeniu, że nie zważa na ich ewidentnie negatywny charakter. Są normalne, są częścią dobrej zabawy. Wzywanie do umiaru czy opamiętania to nudzenie i wtrącanie się w cudze życie. To jak to w końcu jest: palenie i picie mało komu przeszkadzają, nie powodują komentarzy, choć są jak najbardziej szkodliwe, a przegięcie przeszkadza i powoduje przykre teksty, choć nie jest szkodliwe?

Wszystko zależy od tego, jak otoczenie postrzega i ocenia daną cechę, dane zachowanie. Chłopak, który pije, jest cool, jest swój, jest w porządku, jest rozrywkowy, umie się bawić, a nie - co jest równie dopuszczalną oceną jego zachowania - zapija smutki, próbuje odreagować, chce zapomnieć o problemach, nie zna innego sposobu na poprawę nastroju, nie umie bawić się na trzeźwo, uzależnia się lub już jest uzależniony od picia, potrzebuje pomocy. Chłopak, który jest przegięty, jest głupi, niepoważny i żałosny, jest powodem do wstydu dla nas, nie jest taki, jak my, bo my jesteśmy "normalni" (choć nieheteroseksualni), nieprzegięci, jesteśmy "męscy" i jesteśmy zainteresowani "męskimi facetami", on jest branżową wersją "głupiej blondynki", a my nie chcemy, żeby otoczenie postrzegało nas w ten sposób, żeby uważało, że wszyscy tacy jesteśmy.

Wydaje mi się, że przegięcie jest kwintesencją tego, jacy - z punktu widzenia homofobicznego otoczenia - są geje i biseksualni mężczyźni. Przegięty chłopak to stereotyp taki sam, jak męska kobieta - biseksualna lub homoseksualna. Przegięcie to koronny dowód na zdradę męskości, jakiej dopuścili się nieheteroseksualni faceci: nie tylko uprawiają seks z innymi facetami, ale jeszcze zabiegają o ich względy, a wręcz wdzięczą się, mizdrzą, wykonują tyle przesadnych i zbędnych ruchów, te ich złamane nadgarstki i to mówienie w sposób przeciągły i egzaltowany, te emocje na wierzchu, raz strach, raz histeria, po prostu w każdym słowie i geście zachowują się jak kobiety… Jak "normalne" kobiety - bo to ich zadaniem jest tak się zachowywać. Przegięcie jest więc utożsamianie ze zniewieścieniem, niedopuszczalną "kobiecością mężczyzn". Czy jednak heteroseksualne kobiety właśnie tak się zachowują lub "powinny" się zachowywać? Nie, to kolejny stereotyp, kolejne fałszywe wyobrażenie. Ale też dowód na to, że wyobrażenia o tym, jakie są kobiety, wyobrażenia niemal mizoginiczne, przeniknęły do branży.

Tak bardzo pragniemy spokoju, normalności i akceptacji, że skłania nas to do cenzury i wykluczeń. Tak bardzo chcemy potwierdzić swoją wartość, że odmawiamy jej tym, którzy są tacy jak my - bo nie zachowują się i nie wyglądają tak, jak my chcemy, bo nie spełniają naszych oczekiwań, bo rzekomo psują nam wizerunek. To ślepa uliczka. Wykluczenia w obrębie branży to najgorsza rzecz, jak może nas spotkać. Domagamy się akceptacji i szacunku od reszty społeczeństwa, a sami nie wiemy, na czym to polega. Mówimy o życiu w różnorodnym społeczeństwie, o tym, żeby nie było zakłamania i udawania, żeby każda osoba mogła być sobą. Zacznijmy od siebie, od naszego podwórka. Heteronorma nie ma tu czego szukać.