Należymy do:

Wykluczenie niejedno ma imię

Miejsce literki "B" w społeczności LGBTQ

Późna jesień w Toruniu, weekend, niezbyt przyjemna pogoda skłania do szukania rozrywki w jakimś kolorowym i polepszającym humor miejscu. Mój wybór pada na jedyny toruński klub „branżowy”. Po kilku godzinach, w wygodnym fotelu przy drinku zagaduje mnie sympatycznie wyglądający chłopak. Zaczynamy rozmawiać pomimo utrudniającej to nieco głośnej muzyki. Do klubu przychodzi sporo osób hetero, więc w pewnym momencie nowy znajomy pyta mnie wprost, „czy jestem gejem”. – Nie, nie jestem. Jestem Bi. – odpowiadam. – Chyba Ci to nie przeszkadza? – dodaję asekuracyjnie, ale z uśmiechem. W odpowiedzi pada interesująca odpowiedź. – Wiesz, dla mnie to nie żaden problem, rozumiem cię, ale inny mógłby skończyć właśnie teraz z tobą rozmowę…”. Podejście zbija mnie nieco z tropu, ale w głębi wiem, że właśnie takiego nastawiania mogłem się spodziewać…

Otaczający nas świat norm seksualnych, przynajmniej w swej medialnej postaci został już dawno "zaanektowany" przez dwie różnobiegunowe skrajności: heteroseksualność oraz orientację homoseksualną. Skrajności bowiem świetnie odpowiadają budowaniu sporu czy nawet konfliktu - co ostatnio staje się domeną coraz bardziej tabloidowych mediów. Heteryk oraz gej czy lesbijka stanowią dla siebie "naturalny" kontrast, pozwalając podzielić świat na "naszych" i "innych". A tego właśnie domaga się opinia publiczna, wspierana w takim myśleniu przez media. Prowadzi to jednak do niesamowitego spłaszczenia kwestii orientacji psychoseksualnej, która poprzez swoją wielowymiarowość nie może być zamknięta jedynie w dwóch skrajnych określeniach "hetero i geje". Jednocześnie budzi to kolejne - obok obecnej już w debacie publicznej homofobii - uprzedzenia, stereotypy i fobie, które celują w grupy, które z pozoru powinny czuć się zintegrowane z tym, co nazywamy społecznością LGBTQ (Lesbijek, Gejów, osób Biseksualnych, Transpłciowych oraz Queer).
 Bifobia - to właśnie ten rodzaj uprzedzeń i stereotypów budujących kolejny rodzaj "fobii" uderza najmocniej w społeczność osób biseksualnych. Do tej pory nie wiem, który aspekt bifobii pozostaje najboleśniejszy - czy fakt, że napływa ona zarówno z mainstream'owego środowiska heteronormy jak i środowiska LGBTQ, czy też brutalne przemilczenie istnienia takiego zjawiska. Można wręcz odnieść wrażenie, że w opinii działaczy i aktywistów ruchu LGBTQ osoby Bi są wręcz zasymilowane z literką "L" czy "G", więc wymienianie ich osobno komplikuje jedynie debatę publiczną. Jakiż to błąd! Zdaję sobie sprawę, że dla przeciętnego heteryka utożsamianie osoby Bi po prostu z gejem czy lesbijką może wynikać z ignorancji czy odruchowego uproszczenia. Jednak w odniesieniu do aktywistów LGBTQ trzeba wymagać nieco więcej- w końcu to oni prowadzą "w naszym imieniu" dyskurs publiczny. To od nich zależy, czy, jak i czy w ogóle dostrzegane będą osoby biseksualne.
O wiele jednak gorszym rodzajem bifobii jest ta płynąca z "szerokich mas" społeczności LGBTQ. Niestety, reakcje osób homoseksualnych (szczególnie gejów) na osoby Bi burzą mit o rzekomo większej otwartości i tolerancji obecnej wśród "branży". Wielokrotnie przekonałem się, że stereotypy i uprzedzenia ze świata heteronormy w niemal niezmienionej postaci zadomowiły się w "światopoglądzie" niektórych osób homoseksualnych. Wystarczy wymienić takie rewelacje i "oczywistości" o osobach Bi jak:


- "to okres przejściowy, już niedługo się określisz czy na pewno jesteś homo";
- "boję się, że mnie zdradzisz z dziewczyną/chłopakiem (mit podwójnej konkurencji)- nie przeżył(a)bym tego";
- "jak nie potrafisz się określić, to jak mogę Ci zaufać?";

- "osoby Bi albo należą do obu "światów" równocześnie, albo co gorsza do żadnego w ogóle";
- "to jesteś w końcu homo, czy nie?".


Takie opinie, słyszane nieraz i znane mi "autopsji" stanowią tylko wierzchołek góry lodowej, której ogólny zarys tematyczny da się z powyższego wywnioskować. Geje czy lesbijki często nie potrafią zrozumieć czym jest i na czym polega orientacja psychoseksualna osób biseksualnych. Dają sobie bowiem narzucić, na równi z heterykami wspomniany wyżej podział na "naszych" - więc homo, oraz "tamtych"- czyli hetero. Ile w tym winy mediów i opinii publicznej, a ile wewnętrznej ignorancji- nie podejmę się odpowiedzi.
Wszystko to pogłębia jedynie i tak częste zagubienie oraz osamotnienie osób Bi. Zamiast czuć się wartościową częścią tęczowego świata LGBTQ, często odczuwają swoiste "zaklinowanie" pomiędzy wymiarami - do świata hetero nie należą od chwili wyoutowania się przed samym sobą, a do świata LGBTQ niektórzy usilnie zamykają im drzwi. Ten oto stan zawieszenia deprecjonuje Naszą orientację, sprawia, że słabsze osoby poddają się presji i czują się po prostu gorsze.
Oczywiście opisywane przeze mnie zjawisko bifobii nie panuje niepodzielnie nad całą "branżą" - jak każde zjawisko społeczne, bifobia jest właściwa jedynie pewnej części społeczności. Przejawiają ją jednostki i jako indywidualne, jednostkowe zachowanie powinna być traktowana. Za każdym razem objawia się bowiem inaczej, z innych powodów, z innym asortymentem uprzedzeń i w różnym natężeniu. Pamiętając, że w swym życiu spotkałem mnóstwo gejów czy lesbijek którym moja orientacja w niczym nie przeszkadzała, była czymś naturalnym i oczywistym- nie mogę pominąć faktu istnienia bifobii, która spotyka Nas, osoby biseksualne ze strony świata do którego należymy. Bowiem takie wykluczenie boli chyba najbardziej.

Bartosz R. Kostański

od autora: artykuł powstał w oparciu o moje indywidualne doświadczenia oraz rozmowy. Dlatego też stanowi jak najbardziej subiektywny obraz poruszonego problemu i jako taki należy go traktować.