Włącz się!

Nie siedź na kanapie, nie czekaj aż inni ludzie zrobią coś za Ciebie.
To zaangażowanie Twoje i dziesiątek ludzi takich jak Ty, może coś zmienić na lepsze. Jeśli masz już dość homofobii. Jeśli chcesz poznać ludzi podobnie myślących. Jeśli po prostu nudzisz się w domu. Dołącz do nas! Napisz do Justyny

Należymy do:

SPR przerywa milczenie także w Bydgoszczy

15 maja 2010 roku delegacja SPR wspomogła Lambdę Bydgoszcz w Marszu Milczenia organizowanym przy okazji Bydgoskich Dni Różnorodności.

Nasza delegacja nie była może zbyt pokaźna: udało się ją zmieścić do jednego samochodu (zarejestrowanego do przewożenia maksymalnie 5 osób, a w bagażniku też nie było już miejsca na dodatkową…), ale pokazała, że współpraca toruńsko-bydgoska nie jest mitem. Dzięki ogromnej zapobiegliwości kierowniczki wycieczki i wzięcia przez nią sporego marginesu czasowego, delegacja przybyła na bydgoski Plac Wolności (skąd o godzinie 15 miał wyruszyć Marsz) o godzinie 14.30. Nasza grupa szybko przyciągnęła uwagę czającego się nieopodal młodego człowieka, który znalazł się tam w tym samym co i my celu, potem dołączyła do nas jeszcze para dziewczyn. Organizatorzy silną grupą pojawili się ok. 14.48, wraz z grupą Niemców z Mannheim (wśród nich był nawet radny – kiedy my doczekamy się osoby otwarcie homoseksualnej na takim stanowisku?), którzy przybyli do Bydgoszczy specjalnie na BDR. Rozdano tęczowe naklejki, plansze, gwizdki i ulotki. Zapewniono też żółtą i białą taśmę izolacyjną do zaklejania ust, ale nam i paru zainteresowanym osobom udało się użyć ‘klasycznej’ czerni .

W sumie do Marszu ruszyło około 33 osób. Połączone siły Policji i Straży Miejskiej (w małej liczbie) ubezpieczały przemarsz. Nie zdołały jednak zapobiec atakowi homofobicznego najwyraźniej śmietnika na jedną osobę stowarzyszoną w SPR – wystarczyła chwila nieuwagi i staliśmy się bogatsi o kolejne symbole (ciężkiej) walki z homofobią: guz i siniaki. Przemarsz przebiegał spokojnie. Właściwie należałoby stwierdzić ‘sprint’ milczenia, a nie marsz – może to z uwagi na bliską odległość miejsca docelowego, może z uwagi na bycie dostrzeżonym przez niechciane osoby z zewnątrz („Widziała mnie sąsiadka. O boże, ale będzie jazda na dzielni!” - cytat z końca pochodu)? Bydgoszcz tego dnia jakby opustoszała i nie mijało nas wielu ludzi, wskutek czego udało się rozdać zaledwie część przygotowanych ulotek (kilka z nich trafiło w ręce przedstawicieli jakiejś organizacji chrześcijańsko-indyjskiej, z którymi ‘zderzyliśmy’ się wchodząc na Rynek). Za to po drodze doświadczyliśmy niemal biblijnej sceny: jak kiedyś przed Mojżeszem Morze Czerwone, tak teraz przed nami (z małą pomocą policjantów) rozstąpiły się samochody, umożliwiając przekroczenie w chwale jednej z głównych ulic miasta.

Po ok. 10 minutach marszobiegu dotarliśmy na miejsce docelowe: Stary Rynek (w większości wyłączony z użytku). Tam, w obecności mediów (fotografujących nas przez całą drogę), policyjnego radiowozu i nielicznych przechodniów, symbolicznie zdarliśmy z ust taśmy, a ’megafonowy’ z pełnym zaangażowaniem nawoływał do przerwania milczenia wobec mowy nienawiści. Wtórowały mu nasze kilkakrotne okrzyki „Stop homofobii!”. Na koniec ‘przemówienia’ nastąpiło tradycyjne dmuchanie w gwizdki, które trwało dobrą minutę, wprowadzając bębenki niektórych w niezłą konsternację. Na tym zakończył się bydgoski Marsz Milczenia 2010. Delegacja SPRowa, lekko zmarznięta acz w dobrych humorach, udała się w drogę powrotną do Torunia.