Włącz się!

Nie siedź na kanapie, nie czekaj aż inni ludzie zrobią coś za Ciebie.
To zaangażowanie Twoje i dziesiątek ludzi takich jak Ty, może coś zmienić na lepsze. Jeśli masz już dość homofobii. Jeśli chcesz poznać ludzi podobnie myślących. Jeśli po prostu nudzisz się w domu. Dołącz do nas! Napisz do Justyny

Należymy do:

Czy i jakich związków chcemy?

- K o m e n t a r z -

Przemek „Multilicus” Szczepłocki

06 marca w toruńskim klubie „Pod Aniołem” odbyło się spotkanie z tzw. grupą inicjatywną ds. związków partnerskich (Yga Kostrzewa, Krystian Legierski, Tomasz Szypuła i Mariusz Kurc). Zainteresowanie spotkaniem i jego przebieg pozostawiają mnie z „garścią dobrych pytań”.

Pierwsze spostrzeżenie jest takie, że zainteresowanie było bardzo ograniczone. Pół biedy, jeśli „błąd jest w nas”: jeśli informacji o spotkaniu było za mało, albo pojawiły się one zbyt późno, albo były niejasne, albo termin był źle wybrany. Jest jednak możliwe, że ludzie uznali, że temat ich nie dotyczy – że nie potrzebują jakichkolwiek prawnych ram dla swoich relacji z drugą osobą, jakiegokolwiek wsparcia ani uznania ze strony państwa i społeczeństwa. Może radość Mariusza Kurca, że na żadnym z dotychczasowych spotkań nikt nie stwierdził, że związki partnerskie są zbędne, była przedwczesna? Najbardziej niepokojąca jest inna możliwość: że uznano, że pojawienie się w biały dzień w bodaj najlepiej znanym toruńskim klubie na spotkaniu o związkach partnerskich jest krępujące, piętnujące, demaskujące, obciążające etc.

W czasie spotkania grupa inicjatywna stwierdziła, że są cztery modele regulacji związków, z których należy wybrać i forsować jeden: małżeństwo, związki partnerskie, PACS (franc. ‘Pacte civil de solidarité’) oraz konkubinat. Uznając, że rozwiązanie konkubinatowe daje najmniej, a małżeństwa osób tej samej płci są nieosiągalne (i nie muszą być wcale pożądane, bo niosą ze sobą komplikacje przy rozwodzie), grupa skupiła się w swojej prezentacji na związkach partnerskich i PACS (w odpowiedzi na pytanie stwierdzono też, że wprowadzenie takich czy innych rozwiązań związków rejestrowanych nie zamknie drogi do dalszej walki o równouprawnienie). Przebieg spotkania i wypowiedzi grupy były tak zbliżone do obszernego wywiadu, jakiego grupa udzieliła ostatnio Uschi Pawlik z portalu www.homiki.pl, że postanowiłem się skupić na kilku obserwacjach poczynionych w czasie spotkania.

Tok spotkania, podobnie jak wypowiedzi grupy w mediach pozwalają wątpić, czy grupa (jak twierdzi) tylko zbiera opinie i bada nastroje - wydaje się bowiem, że ma już swój wyrobiony pogląd na sprawę, dla której się powołała. Propozycja grupy wydaje się łączyć elementy związków partnerskich (sztywno uregulowanych w ustawie) z PACS (elastycznym dzięki formule umowy cywilnoprawnej), zakładać łatwy sposób rozwiązania więzi prawnej i być dostępna tylko dla par tej samej płci. Propozycja ta jest gotowa na razie tylko w bardzo ogólnych założeniach, które trzeba przełożyć na język projektu ustawy. Grupa - jak się wydaje - określiła już też strategię działania: pobudzić nieco aktywność ludzi i dyskusję, zaznaczyć – nawet kosztem targu z ”wąsatymi panami” z Lewicy – obecność w mediach i sejmie, mając pełną świadomość, że uchwalenie jakichkolwiek przepisów (nawet w zakresie konkubinatów – do których skłania się Rzecznik Praw Obywatelskich) to pieśń przyszłości. Niezależnie od tego, że grupa inicjatywna ma pełne prawo, żeby mieć właśnie taką wizję ulepszenia polskiego prawa, po spotkaniu pojawiły się głosy, że sposób jej zaprezentowania nie był udany, że grupa pouczała i traktowała publiczność z góry, że próbowała narzucić swoją wizję jako jedyną rozsądną i osiągalną. Od osób należących do grupy można też było usłyszeć cierpkie słowa o politycznej bierności osób LGBTQ i popieraniu przez nie PO, która dla osób LGBTQ nie zrobiła niczego dobrego. W tym kontekście zdziwienie mogą budzić kontakty grupy z klubem Lewicy (SLD dla osób LGBTQ też nie zrobił niczego dobrego, a rządził przecież dłużej niż PO), a tłumaczenia, że to jedyny klub, który odpowiedział na propozycję spotkania, mogą nie przekonywać. Zastanawiające jest też połączenie stanowisk grupy w de facto jednej i tej samej sprawie: pragmatyzm nakazujący rozmawiać z każdą partią chętną do rozmowy, realizm, który każe wątpić w szybkie zmiany w prawie, z wiarą, że to siły lewicowe (kiedyś) doprowadzą do tych zmian. W postawie grupy inicjatywnej dostrzegam też silną frustrację, która jest mi świetnie znana: my się staramy, walczymy, postulujemy, działamy i pracujemy, a rzeczywistość skrzeczy; my chcemy tak dobrze, a ludzie tego nie dostrzegają; my jeździmy po Polsce, a ludzie siedzą w domach. Wydaje mi się, że to połączenie wybiórczego pragmatyzmu i realizmu z frustracją spowodowało mieszane wrażenia u toruńskiej publiczności.

Wypada przy tym przypomnieć, że grupa inicjatywna składa się z czterech osób, które są – w różnym stopniu – znane ze swojej działalności na rzecz osób LGBTQ. Grupa inicjatywna przypomniała ostatnio, że ustawa o związkach partnerskich była jednym z postulatów organizacji LGBTQ, które dwukrotnie spotkały się w 2008 roku podczas tzw. „okrągłych stołów”. Ten postulat, jak prawie wszystkie z tych spotkań, pozostał na papierze. Grupa jest zatem emanacją co najmniej dwóch organizacji LGBTQ i zarazem nią nie jest, podkreślając swoją odrębność – co w odbiorze jej działań wprowadza pewną konfuzję. Trudno też mówić, że grupa inicjatywna ma jakikolwiek mandat do działania - po prostu postanowiła się zająć pewną kwestią. Nie tylko nic nie stoi na przeszkodzie, ale wręcz wskazane jest, żeby podobne grupy inicjatywne powstały jak najliczniej, wszczynając dyskusje, zbierając opinie, ucierając stanowiska, docierając do jak największej liczby ludzi. Dotychczasowa działalność grupy inicjatywnej pokazuje, jak słuszne są słowa Tomasza Szypuły, który w Toruniu stwierdził, że chodzi przede wszystkim o „przebudzenie” ludzi – o wytrącenie ich z błogiego przekonania, że wszystko jest porządku. Jedna grupa inicjatywna – podobnie jak garstka słabych organizacji LGBTQ – nie tylko wiosny nie czyni, ale nie stanowi nawet zapowiedzi, że nachodzi odwilż. Zamiast narzekać na organizację X czy grupę Y – bierzmy się zatem do dzieła.