Należymy do:

Żywa Biblioteka w Grudziądzu – podsumowanie

W piątek, 26 lutego, Biblioteka Miejska im. W. Kulerskiego gościła "Żywą Bibliotekę" zorganizowaną przez Stowarzyszenie "Pracownia Różnorodności". Była to już druga taka impreza przygotowana przez SPR.

Blisko setka osób odwiedziło piątkową "Żywą Bibliotekę", w tym nie tylko zorganizowane grupy szkolne, do których skierowana była akcja, ale także osoby indywidualne, które zainteresowały się imprezą dzięki plakatom oraz informacjom w lokalnych mediach.

Poniżej zamieszczamy wypowiedzi i wrażenia osoby koordynującej akcję oraz niektórych "żywych książek".

Krzysztof Łukaszewski "Santa" - osoba koordynująca Żywą Bibliotekę z ramienia SPR:

"Czuję ulgę, że jest już po akcji i jeszcze większą - że wszystko się tak dobrze udało. Bardzo się denerwowałem, że coś nam nie wyjdzie - ostatnie dwie noce z trudem przespałem, więc teraz mam co nadrabiać. Grudziądz to miasto zupełnie inne, niż Toruń, gdzie SPR zrobiło Żywą Bibliotekę w październiku. Najbardziej martwiłem się, czy dopiszą szkoły. Ostatecznie odwiedziło nas niespełna sto osób, co oceniam jako dobry wynik. Cieszę się też, że dyrekcja Biblioteki Miejskiej miała odwagę i determinację, żeby gościć Żywą Bibliotekę, do tego przygotowaną przez organizację LGBTQ. Gotowość, żeby powtórzyć tę akcję, to kolejny powód do radości."

Mateusz Korzus "Tymek" - osoba biseksualna:

"Jedna z osób zapytała mnie, czy uważam, że jestem chory psychicznie, bo w Biblii napisano, że mężczyzna powinien żyć z kobieta, a nie z mężczyzną. Ta osoba już na wstępie podkreśliła, że jest bardzo religijna i głęboko wierząca. Dostałem też bardzo ciekawe pytanie o to, czy - gdybym grał w teatrze - to wolałbym rolę kobiety."

Bartosz Kostański - osoba niewierząca:

"Pierwsze dwie dziewczyny, które do mnie podeszły, nie spojrzały na moją kartę katalogową, tylko od razu wypaliły, od kiedy wiem, że "raz dziewczynka, raz chłopaczek". Zamurowało mnie, bo wprawdzie jestem biseksualny, ale w Żywej Bibliotece byłem ze względu na ateizm. Podsunąłem tym dziewczynom swoją kartę do przeczytania - okazało się, że źle je pokierowano, skąd też ten zabawny incydent."

Aleksandra Skonieczka "Oluś" - lesbijka:

"Podobno byłam najpopularniejszą książką! To już drugi raz - w Toruniu było podobnie. Na temat lesbijek i osób LGBTQ prawie w ogóle nie ma rzetelnej i dostępnej wiedzy, za to krążą stereotypy i nieprawdy. Skoro byłam taką popularną żywą książką, to znaczy, że ludzie, szczególnie młodzież, są ciekawi dowiedzieć się czegoś o nas od nas samych. Czyli kolejne Żywe Biblioteki nie tylko są potrzebne, ale będą się cieszyć zainteresowaniem."

Klara Hirao -  osoba pochodzenia wielokulturowego:

To była pierwsza taka akcja, w której uczestniczyłam. Bardzo mi się spodobało. Jestem w połowie pochodzenia japońskiego, więc jedna z osób zadała mi pytanie o stereotyp dotyczący malowania paznokci u stóp. Nigdy o czymś takim nie słyszałam i trochę trwało, zanim to wyjaśniłam z odwiedzająca mnie osobą.?

Przemek Szczepłocki "Multilicus" - gej:

"Bardzo dobrze rozmawiało mi się z rencistką, która odwiedziła Żywą Bibliotekę. W pewnym momencie obległy mnie media - jak wiem od kilku innych książek, w ich przypadku było podobnie. Zdziwiło mnie natomiast, że nie odwiedził mnie żaden chłopak - w czasie akcji w Toruniu było inaczej, choć i tam chłopcy przychodzili dwójkami - jakby się ubezpieczali."