4 lata z których jesteśmy dumni (i dumne). Wspomnienia

4 lata z których jesteśmy dumni (i dumne). Wspomnienia

Z okazji 4 lat działalności antyhomofobicznej w Toruniu, zbieramy spisane wspomnienia i wrażenia ludzi którzy byli/są częścią Stowarzyszenie „Pracownia Różnorodności” i jego poprzednika KPH Toruń.

Efektem jest oryginalny zapis punktów widzenia, charakterów i historii które tworzyły i tworzą nasz zespół.

Czekamy na wspomnienia od wszystkich którzy byli z znami przez te lata! Wysyłajcie je na adres mediabox@spr.org.pl

* * *

25.04.2008 – Dzień Milczenia

O akcji dowiedziałam się z ulotek, które leżały sobie na barze w lokalu branżowym. Od razu wiedziałam, że pójdę, tylko jeszcze nie wiedziałam z kim.. Jednak moje koleżanki szybko podchwyciły temat i zaproponowały, że jeśli nie będzie im to kolidowało z pracą, przyjdą razem ze mną, bo są równie ciekawe, co to za akcja. W rezultacie, w dniu Dnia Milczenia, została mi tylko jedna koleżanka, ponieważ reszta musiała zostać w biurze. Umówiłyśmy się na starówce, w  miejscu pracy naszych wspólnych znajomych. Wszystko było o.k., do czasu, kiedy moja koleżanka nie zaczęła się wymigiwać. A po co? A dlaczego, co my tam
będziemy robić? Nie znałam zbyt wielu odpowiedzi na te pytania, zwłaszcza ostatnie. Pomysł był taki, żeby przede wszystkim pójść i zobaczyć, co się dzieje, na czym polega ów Dzień Milczenia.
W końcu, po długiej dość namowie, koleżanka się zgodziła i przeszłyśmy się pod pomnik Kopernika, gdzie miała się odbyć manifestacja. Już przy teatrze naszą uwagę zwróciła ilość policji, pojawiającej się na ulicach oraz ich strój…Od stóp po głowę, ubrani byli w pancerne kamizelki, kaski i pałki w rękach. Bardziej przypominali mi antyterrorystów niż policję, ale zdecydowałyśmy się pójść dalej i zobaczyć, o co tak naprawdę chodzi. A robiło się coraz to ciekawiej…
Podeszłyśmy w końcu pod kopca, a tam.. prawie nic. Policja otoczyła cały plac przed i wokół ratusza, ale ludzi nie było widać. Czyżby już po? Albo jesteśmy za szybko? I tak było, ponieważ za chwilkę pojawiła się mała grupka ludzi z transparentem, taśmą klejącą i aparatami fotograficznymi. Poza nimi, pojawiali się kolejni dziennikarze: radio, TV, prasa…
Plan był taki, żeby obserwować z boku, co się dzieje, a po akcji ewentualnie zagadać do organizatorów. Tak by się pewnie stało, gdyby nie to, że w tej gromadce dostrzegłyśmy naszego kolegę- Tymka. Ktoś mi nawet mówił, ze Tymek należy do KPH, ale jakoś wypadło mi to z głowy. Tym niemniej dobrze się stało, że był podczas tej akcji, ponieważ podczas rozmowy z nim, wyjaśnił nam mniej więcej, na czym polega happening i postanowiłam się do nich dołączyć.

Przede wszystkim, dałam sobie zakleić usta, pomogłam zakleić baner i trzymałam go przez prawie godzinę. Koleżanka zrobiła mi kilka fotek i wróciła do domu, ja zostałam do końca imprezy. Po raz pierwszy w życiu czułam się jak pomnik Kopernika. Stałam niemalże nieruchomo, a ludzie przechodzący obok gapili się na mnie, jakby w życiu człowieka nie widzieli, dziennikarze i turyści cykali mi fotki, a ustawiająca się za mną wielka kolejka do bankomatu, w tym moja sąsiadka z osiedla, robiła oczy wielkości grejpfruta na nasz widok. Może i to, co piszę brzmi pejoratywnie, ale tak nie było. W końcu wyszłam otwarcie na ulicę, bez żadnych ogródek, że może ktoś mnie zobaczy i nagada mamie. Co jakiś czas podchodzili do mnie ludzie po ulotkę, a kiedy przeczytali, że manifest dotyczy osób LGBTQ, dziwili się tylko z uśmiechem na twarzy.

Nikt nie rzucał we mnie kamieniami, nie kopał, nie gryzł. Jedynie grupka kiboli, przechodziła co jakieś 15 min. , patrząc na nas groźnie, ale bez słowa, ani okrzyku. Z resztą, policja by na to nie pozwoliła. Za każdym razem, gdy na nas spoglądali spod byka, kilku policjantów zbliżało się i chwytało za krótkofalówki. Trochę się jedynie zastanawiałam, co będzie potem, kiedy policji już nie będzie, a zostaniemy tylko my i oni. Może i to wyda się być dziwne, ale nawet się tego nie bałam. W tym momencie byłam gotowa stanąć z nimi w oko w oko i było mi już wszystko jedno, co się stanie. Na szczęście nie wydarzyło się nic. Po około godzinie stania prosto pod słońce, wszystkie osoby roznoszące ulotki wróciły pod pomnik, wyjęli gwizdki, po czym rozdarliśmy papier z baneru, zasłaniający logo i nazwę organizacji, zagwizdaliśmy na znak zakończenia manifestu oraz co najważniejsze- przerwania milczenia, rozeszliśmy się i wróciliśmy do domów. Odprowadziłam jeszcze kawałek kolegę i również udałam się, jak gdyby nigdy nic do swojego domu. Ot tak, bez słowa wspomnienia zjadłam obiad i zajęłam się czynnościami codziennymi.
Taki był mój publiczny coming out oraz początek przygody z ówczesnym KPH Toruń, a dzisiejszym SPR.

Aleksandra ‘ Oluś’ Skonieczka

* * *

Mój pierwszy raz, dzień milczenia. Długo po tym rozmyślałam nad wstąpieniem do SPR i pewnego dnia Przemek wpisał mnie w reszcie na forum. Moje pierwsze wrażenie: „O Boże, 200 nowych wiadomości ?”, jednak nie długo później wciągnęłam się w temat. Lubię działaę a w SPR wreszcie czuje że ktoś słucha mojej opinii. Czuje wreszcie, że moje zdanie się liczy.

Xx

* * *

Moje wspomnienia z KPH

Ja i KPH Toruń to bardzo dziwna historia i niezwykle ważny etap w moim życiu. A zaczęło się to wszystko pewnego dnia w ciasnym pokoju jednego z toruńskich akademików. Mojego faceta odwiedziła Kasia, która powiedziała, że za kilka dni odbędzie się spotkanie grupy założycielskiej tego stowarzyszenia. Jej wigor i entuzjazm udzielił mi się do tego stopnia, że i ja znalazłem się na tym spotkaniu. Kiedy zobaczyłem, że Agnieszka i Przemek są jeszcze bardziej nakręceni niż Kasia nie wierzyłem własnym oczom. Skąd taka siła i chęć do działania? Skąd się biorą tacy ludzie? Do dzisiaj nie znam odpowiedzi, ale po tym spotkaniu wiedziałem, że chce działać z nimi. No i się zaczęło. Akcja za akcją, spotkanie po spotkaniu, problemy goniące problemy, ale ciągle ta sama siła i chęć do działania. Każda uświadomiona przez nas osoba była dla nas bezcenna i dostarczała ogromną radość. Jednak dla mnie najważniejszą z tych uświadomionych osób jestem ja sam. Ludzie KPH Toruń nauczyli mnie, zakompleksionego chłopaka z małego prowincjonalnego miasteczka, że nie mogę czuć się gorszy dlatego, że jestem gejem.
Nauczyli mnie, że mam takie samo prawo do szczęścia jak heteronorma. Oczyma naszej wspólnej wyobraźni zobaczyłem utopijny świat, gdzie nawet najbardziej radykalnemu słuchaczowi radia z twarzą nie przeszkadza dwóch facetów trzymających się za rękę. Dzięki ludziom KPH wyszedłem z szafy.
Od osoby, która początkowo nie chciała uczestniczyć w żadnych publicznych akcjach, aby nie zostać ujawnionym, stałem się osobą, która udzielając wywiadu dla mediów po jakieś publicznej akcji, dumnie podaje swoje nazwisko. Stałem się osobą, która idzie do dziekana swojego wydziału jako przedstawiciel KPH Toruń z prośbą o udzielenie sali na konferencję. Skończyło się to mega wielką kłótnią z dziekanem i jego zastępcą na temat tolerancji. Dumy, którą odczuwałem po tej awanturze nie zapomnę do końca życia. Ja statystyczny student, nie pozwoliłem dwóm profesorom na obrażanie mniejszości, którą sam reprezentuje. Dzięki ludziom KPH wyoutowałem się przed wszystkimi znajomymi. Dzisiaj nie wiem jak można żyć będąc w ciągłym ukryciu. Niestety życie zawodowe zmusiło mnie do zaprzestania dzielności na rzecz stowarzyszenia, ale ciągle jestem duchem z tymi, którzy dalej stoją na posterunku w imię tolerancji i życzę sobie i całemu społeczeństwu aby te działania były jak najbardziej efektywne.

Arek Nowicki

* * *



Kiedy juz podjęłam decyzję, że będę zakładać oddział KPH Toruń to się trochę wystraszyłam, bo nie wiedziałam czy podołam no i nigdy przedtem czegoś takiego nie robiłam. Wręcz spać po nocach nie mogłam:) Ale jednak się udało i to jak. Wiele się przez ten czas nauczyłam i poznałam wspaniałych ludzi, których towarzystwo było (i jest) dla mnie ogromną przyjemnością, bo chyba nigdy wcześniej ani nigdy później nie spotkałam ludzi, z którymi dzieliłam tak wiele poglądów. Pamiętam nasze pierwsze spotkania, trwające godzinami, czasami prawie pół dnia, bo tak lubiliśmy spędzać razem czas. Zapał i energia były ogromne. Pierwszymi osobami, które poznałam były Kasia (H.) i Monika (z NRD), bo organizowały wiec poparcia dla Poznania, na który przyszłam. A później oczywiście spotkanie u Przemka i on sam w czerwonej koszulce, ja milcząca i lekko zestresowana, a on dużo gadający – na szczęście. Pózniej była pierwsza, ważna i myślę, że zakończona sukcesem konferencja na temat sytuacji osób homoseksualnych pod względem prawnym, społecznym i kulturowym. Jedną z najlepiej przez mnie pamiętanych akcji był nasz pierwszy Międzynarodowy Dzień Walki z Homofobią, bo było głośno, publicznie i pokazaliśmy, że jesteśmy i się nie boimy. Działalność w KPH Toruń to jeden z najlepszych i najważniejszych okresów w moim życiu. Cieszę się, że w SPR nadal jest zapał i siła do walki z homofobią i niech tak zostanie. Aż do momentu, kiedy już walczyć nie będzie trzeba. To jedno z moich marzeń.

Agnieszka Szpak

* * *

Kiedy po raz pierwszy spotkałem ludzi, u boku których zacząłem walkę z homofobią, w ogóle nie byłem pod wrażeniem. To był początek 2006 roku. Prawie wszyscy byli jeszcze wtedy na studiach, a ja na nich patrzyłem przez pryzmat tego, jakich ludzi pamiętałem ze studiów. Była nas garstka, ale to ich (ani mnie) jakoś nie zniechęcało. Potem były spotkania w „NRD” na Browarnej. To dziwaczne, mroczne, klimatyczne, zapuszczone i niemal ukryte przed światem miejsce jakoś do nas pasuje, pomyślałem wtedy. Na pierwsze spotkanie przyszło czterdzieści osób; na kolejne już mniej. I szybko się okazało, że ci, co zostali, to super ludzie, że kręci ich to, co mnie, że są trochę narwani, trochę szaleni i trochę niepoważni, że są inni, różni i dziwni, ale że mimo to dajemy radę. Chyba wtedy zacząłem ich szanować.

Przemek „Multilicus” Szczepłocki

* * *

Moja przygoda z Toruniem i ludkami walczącymi z homofobią rozpoczęła się w maju 2007 roku, pamiętam jak dziś, że napisałem maila do Agnieszki Szpak z zapytaniem o to czy mogę się z nimi spotkać, sam wtedy potrzebowałem pomocy. Spotkanie na które przybyłem odbywało się w klubie NRD byłem w tym miejscu po raz pierwszy czułem się dość dziwnie, nieswojo a do tego osoby których nie znałem i tak gaduła Przemek nazywany Multilicusem najbardziej zapadł mi w pamięci. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że poznałem osoby bez których nie wyobrażam sobie dzisiaj życia, wyjazdów do Torunia i tak specjalnie aby się z Nimi spotykać wsiadam w pociąg i po 1,5 godzinie jestem na miejscu. Tak, dzisiaj nie wyobrażam sobie siebie jako osoby, która mogłaby spokojnie przechodzić obok homofobii, nauczyłem się wielu rzeczy i wiem, że w Toruniu czekają osoby które w razie potrzeby poświęcą mi swój czas :) )) dziękuje Wam kochani :) ))

Krzysiu

* * *

Pierwsze spotkanie. Wpis z bloga z datą 14 lutego 2006:

„Po tej dygresji gladko przejde do tematu, czyli spotkania kph. Odbylo sie ono w pubie znanym w kregach alternatywnych (sprawiajacym dzis wrazenie zamknietego). Przy jednym stole siedziala grupa ludzi. Jak sie potem okazalo, prawie wszyscy sie juz jakos znali, bylo kilka podgrupek i par. Mniej wiecej polowa pan a polowa panow. Z kronikarskiego obowiazku dodam, ze wszyscy obdarzeni byli mila powierzchownoscia, nikogo nie zapamietalem jako zdecydowanie w moim typie, nikt tez nie byl jakis calkiem nie halo. Styl razej nobliwy-uniwersytecki-neutralny, ekstrawagancje sporadyczne.

Spotkanie ruszylo, plany okazaly sie bardzo konkretne. Beda dyskusje panelowe, koncerty i rozne roznosci. Kazdy znal waznego profesora z telewizji albo przynajmniej starego poete, i obiecal ze zdobedzie jego/jej obecnosc do ktoregos z eventow. Chyba jestem do tego punktu za młody, bo nie znam nikogo. W glebi duszy zastanawialem sie, czy mnie to interesuje. Nie sadze zebym byl jakims pasjonatem tematyki queer w ujeciiu prawnym czy socjologicznym czy jakimstam. Dla mnie, pewne rzeczy sa oczywistoscia w ramach systemu liberalnej demokracji i praw czlowieka. (…) No i nie chcialbym wyjsc na calkiem pllytkiego:DDD ale liczylem na duzy element „fun” w tym wszystkim:D

Generalnie nie zabralem glosu ani razu, nawet nie z niesmialosci (choc to tez, o tak), co z powodu grypy i znudzenia.
Zanim nadazyla sie okazja powiedzenia czegos sensownego (tzn zanim mialem jakis pomysl), bylem juz tak zmeczony tym siedzeniem (do tego tak jakos z tylu raczej), ze bylo mi zupelnie wszystko jedno. Moja uwaga dryfowała między aktualnie omawianymi sprawami a twardoscia krzesla, bolem glowy i goraczka. Wyrzucam sobie, ze nie zmuusilem sie jednak do zabania glosu, co moglo zostac, i na pewno bylo uznane za jakies zdziwaczenie (no bo po co koles przyszedl?).

Wniosek jest taki, ze nie wiem czy chce mi sie i czy jest sens w to wchodzic, ale nie wiem tez, czy stac mnie na nie wchodzenie.”

Komentarz luty 2010: oczywiście pękam ze śmiechu czytając to co kiedyś sam napisałem. Przez te 4 lata mnóstwo się wydarzyło i mnóstwo się zmieniło, to co zostało takie samo to chyba moje ciągłe domaganie się: więcej „funu”. Oczywiście zostałem w KPH, i w SPR, moje życie się totalnie zmieniło. Kiedyś myślałem że wiem wszystko czego potrzebuję, tymczasem to czego nauczyłem się przez te 4 lata przeorało moje poglądy. Znalazłem tutaj też świetnych przyjaciół. Oglądanie „Seksu w wielkim mieście” bez Agnieszki to nie byłoby to samo:)

Paweł Szmit

* * *

Moja przygoda z SPR zaczeła się w listopadzie 2009, chociaż wieeele wcześniej myślałam o wstąpieniu do SPR czy wcześniej KPH. Moja odwaga pozwoliła mi dopiero w listopadzie przybyć na spotkanie, a w zasadzie na seans Darkroom Cinema ;) . Nie chciałam iść sama, ale niestety nikomu nie pasowało. Gdy weszłam, nie wiedziałam jak się zachować, czułam się nieswojo i zupełnie obca w tematach SPRu. Zaczełam rozmawiac z Przemkiem, który tłumaczył mi różne rzeczy dotyczące organizacji. Z nerwów niewiele zapamiętałam, ale bardzo chciałam działać. Zupełnie nie wiedziałam jak się odzywać, co powiedzieć i zapewne wydawałam się bardzo nieśmiała :D . Dziesiątki maili mnie przerażało, ale szybko się przyzwyczaiłam. Po wstąpieniu do SPR nastąpił mój coming out przed rodziną z czego bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że moja działalność potrwa długo i będę sie starała pomóc w każdej SPRawie ;) Ludzie z SPRu to naprawde wyluzowani i świetni ludzie, a ich ( Nasz ) zapał pobudza do
życia . ;)

Karolina Ciechanowska ( Caroo. )

* * *

Wydaje mi się, że od lat prowadzę skromną działalność antyhomofobiczną: na ‘własnym podwórku’ upewniam się, że ludzie wokół wiedzą, że znają lesbijkę i dzięki temu, być może, korzystnie postrzegają osoby homoseksualne.
Kiedy w 2009, po ponad 8 latach nieobecności, ponownie znalazłam się w Toruniu, nie chciałam wcale działać, chciałam przede wszystkim poznać ludzi, spotkać się, pogadać. Stwierdziłam, że najlepiej na początek rozejrzeć się wśród ‘swoich’ – tak dowiedziałam się o nowo-powstającym SPR. Wymiana mejli, pierwsze spotkanie (od niego zwykle się zaczyna, ja poznałam Przemka i Kaśkę, którzy, przyznaję, nieco mnie oszołomili swoim pozytywnym ‘zakręceniem’…), drugie, trzecie – wkrótce okazało się, że jest pole, na którym mogę okazać się przydatna, choć początkowo nie widziałam tam miejsca dla swojej działalności. No i ludzie – gdyby nie oni, nie byłoby tak fajnie, nie byłoby (mnie w) SPR!
Chociaż wciąż nie jestem typem, który „wiedzie lud na barykady”, jestem częścią SPR i nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.

Anka Pi

* * *

Mój pierwszy raz:

Moja działalność na rzecz lesbijek i gejów zaczęła się w Toruniu, w ramach ówczesnego oddziału Kampanii Przeciw Homofobii. Później kontynuowałem ją w Bydgoszczy, zakładając Lambdę Bydgoszcz, obecnie udzielam się w Lambdzie Warszawa -najstarszej polskiej organizacji LGBT.

Jednak wszystko zaczęło się właśnie w Toruniu, wiosną 2007 roku, kiedy podczas którejś słonecznej soboty zorganizowano grill integracyjny w Parku na Bydgoskim Przedmieściu. Uczestniczyli w nim Holendrzy z partnerskiej organizacji COC Leiden i dziesięć, może nawet dwanaście osób z KPH Toruń. Już sama ta liczba była dla mnie zaskoczeniem.

Pierwsze wrażenia? Pozytywne. Otwartość, radość, pozytywność, chęć zmiany. Jedna wizyta w Toruniu, druga, trzecia. I kolejne. Było we mnie trochę niepewności, ale zaangażowałem się w działalność grupy. Przyjeżdżałem na spotkania, wypowiadałem się na forum.

Z czasem pojawiła się we mnie większa odwaga i mniejsza kompromisowość wobec homofobii, czy heteronormatywności, o których dowiadywałem się coraz więcej. Doświadczenie w połączeniu z wiedzą, które zdobyłem w Toruniu, stworzyły fundament dla mojego dalszego zaangażowania.

Paweł Fischer-Kotowski (FisKot)


* * *

Jestem tu bo Agnieszka mnie zmusiła ;-))
Był 2005 rok. Razem z dziewczynami z Torunia i z warszawskiego Porozumienia Lesbijek zrobiłyśmy Poradnię Antyhomofobiczną w Toruniu i w Bydgoszczy. A potem – Marsz Poparcia dla Poznania.
Tak znalazła mnie Agnieszka i ubzdurała sobie, że założę z nią oddział KPH-torun.
Cóż… nie miałam wyjścia ;-)
Od tamtego czasu zmieniło się niemal wszystko w moim życiu. Poznałam wspaniałych ludzi, stoczyłam milion debat dotyczących strategii działania („zaprosić Madonnę czy nie zaprosić?!”) i wciąż uczę się - siebie i współdziałania z innymi. Bo często okazuje się, że poza podobną orientacją seksualną, różni nas niemal wszystko ;)  I pogodzić tak odmienne osobowości to jest nie lada wyzwanie!
W 2009 r. KPH-trn przekształciło się w Pracownię Różnorodności. Jest nas coraz więcej i jest coraz weselej ;-) )) A praca z tak wyjątkowymi ludźmi daje niesamowitą energię i życiowy napęd :) )

Kaśka Hejna

Twitter Digg Delicious Stumbleupon Technorati Facebook Email

Komentarze zostały zamknięte.